Amerykański namiestnik w Polsce znowu przemówił

a flag waving on balcony of a building Photo by MART PRODUCTION on Pexels.com

Ta przepychanka, którą wywołał Tom Rose, ambasador USA w Polsce, a który próbuje zachowywać się jak kolejny namiestnik obcego mocarstwa w historii tego kraju, niczym mnie nie zaskoczyła. Zwyczajnie ujawnia sposób myślenia o Polsce amerykańskich elit. Jeśli się obserwuje relacje polsko-amerykańskie trochę dłużej niż od wczoraj, ewidentnie widać z jednej strony służalczą wiernopoddańczość a z drugiej arogancję.

Rose, jak to u trumpistów bywa, po prostu stwierdził, że teraz już mogą grać w otwarte karty, bo i tak nikt im nie podskoczy.

Czy to besztanie marszałka Czarzastego i premiera Tuska z powodu ogłoszenia, że ten pierwszy nie popiera przyznania nagrody Nobla Trumpowi, bo na nią nie zasługuje (co jest oczywistą oczywistością), to jest bardziej dla nas poniżające niż zainstalowanie w Polsce katowni CIA swego czasu? Albo udział w wojnie napastniczej w Iraku, którą zafundował nam tu nominalnie lewicowy rząd? Nigdy już potem większego poniżenia nie czułem w związku ze stosunkiem USA do Polski. Nic już bardziej mnie potem w tym kontekście nie było w stanie zaszokować.

Cieszy mnie, że partyjna lewica z czasem zaczęła się otrząsać z tego zaczadzenia. Nie można jednak twierdzić, że stosunki z USA wcześniej były inne. Zawsze traktowali Polskę po pierwsze jak wasala, po drugie jak konia trojańskiego w Europie, który miał dbać, żeby nigdy amerykańskie interesy nie były narażone w ramach Unii Europejskiej.

W zasadzie powinniśmy podziękować Trumpowi i jego przedstawicielowi tutaj za to, że zaczął intensywną terapię Polaków z tego złudzenia. Do tej pory wystarczyło, że poklepią jakiegoś ministra, a raz na jakiś czas przyleci tu kolejny prezydent, który odczyta przemówienie, napisane okrągłymi słowami przez jakiegoś ichniego speca od historii wschodniej Europy i to w zupełności tutejszym elitom i sporej części społeczeństwa wystarczyło. Niezbyt duża cena. A przypomnijmy, że amerykańscy doradcy i inni „przyjaciele” odegrali niebagatelną rolę w rozwaleniu polskiej gospodarki pod hasłem „terapii szokowej” i otwarcia jej bez żadnego ładu i składu na kolonizację zachodnią.

W tym kontekście śmieszą mnie ci wszyscy żałośni prawicowi „wstawacze z kolan”, którzy uważają się za jedynie słuszne „propolskie partie”, które teraz łaszą się do Trumpa, a na portalu Muska po angielsku kolejnym amerykańskim politykom tłumaczą, dlaczego Tom Rose miał rację. Mamy w Polsce dwie dominujące frakcje prawicy. Jedna to ekspoztura rosyjska, druga to amerykańska. Obie to próbują ukryć wrzaskami o „suwerenności”.

Czas na zdziwienie i szok było 30 lat temu. Teraz trochę późno. Chociaż może lepiej późno niż wcale. Tylko niech nikt się nie łudzi, że to ulegnie istotnej zmianie po odejściu Trumpa. Jedyne co się zmieni, to oczywiście ewentualne ton wypowiedzi i powrót do poklepywania po plecach, żeby tutaj chętniej otwierali drzwi przed kolonizacją ze strony amerykańskich Big Techów. Nawet paciorków niektórym tu nie potrzeba rozdawać.

Xavier Woliński