Jesteśmy ugotowani

burning stove Photo by Pixabay on Pexels.com

Znowu mamy powód do heheszkowania przez cymbałów. Styczeń 2026 roku okazał się jednym z najcieplejszych w historii globalnych pomiarów temperatury – wynika z danych europejskiej służby monitoringu klimatu Copernicus Climate Change Service (C3S). Według opublikowanych analiz był to piąty najcieplejszy styczeń od początku prowadzenia nowoczesnych rejestrów meteorologicznych.

Średnia globalna temperatura powietrza przy powierzchni Ziemi wyniosła około 12,95°C, czyli blisko 0,8°C powyżej średniej z lat 1991-2020. Jednocześnie miesiąc ten był nieco chłodniejszy niż rekordowy styczeń 2025 roku, który pozostaje najcieplejszym w historii pomiarów.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt dużego zróżnicowania regionalnego. Podczas gdy globalnie utrzymywały się bardzo wysokie anomalie temperatury, Europa doświadczyła jednego z chłodniejszych styczniów od kilkunastu lat. W części Stanów Zjednoczonych również odnotowano silne fale mrozu. Jednocześnie w Arktyce, Afryce, Australii oraz na obszarach półkuli południowej notowano temperatury znacznie powyżej normy.

Specjaliści podkreślają, że taka równoczesność zjawisk – mroźnych epizodów w jednych regionach i rekordowego ciepła w innych – nie przeczy globalnemu trendowi ocieplenia klimatu. Globalna średnia temperatura jest wskaźnikiem obejmującym całą planetę, podczas gdy lokalne warunki pogodowe pozostają zmienne i zależne od dynamiki atmosferycznej, w tym m.in. od przebiegu prądu strumieniowego.

Ten ostatni jest tu szczególnie niepokojący. Biegun północny ogrzewa się dziś 3-4 razy szybciej niż reszta planety, co drastycznie zmniejsza różnicę temperatur między Arktyką a równikiem. Ta różnica to paliwo dla prądu strumieniowego (Jet Stream) – wiatru, który oddziela mroźną północ od ciepłego południa. Gdy paliwa brakuje, prąd słabnie, traci impet i zaczyna „meandrować”, tworząc głębokie zakola, które zamiast przesuwać się, zastygają w miejscu. W efekcie bariera ochronna pęka, a masy lodowatego powietrza, zamiast wirować wokół bieguna, „wylewają się” głęboko na południe, docierając nad Europę i zostając tu uwięzione w blokadzie atmosferycznej.

Dlatego osobiście uważam, że używanie pojęcia „globalne ocieplenie” choć w teorii prawidłowe, bywa mylące w praktyce. Najważniejszym dla nas efektem bowiem nie jest nieco abstrakcyjny wzrost temperatury globalnej, ale realne zaburzenia i zjawiska ekstremalne. Choć zasadniczo, fakt, że chwila w miarę normalnej zimy w styczniu i lutym jest uznawana za coś „ekstremalnego” świadczy o tym, jak głęboko odeszliśmy od dawniejszej „normy”. Nadal wszak nie jest to zima, którą pamiętam z poprzednich dziesięcioleci.

Tymczasem prezydent USA Donald Trump ogłosił, że Pentagon ma kupować energię elektryczną z elektrowni węglowych. To ma być część „sprytnego planu” mającego na celu odbudowę amerykańskiego przemysłu węglowego.

– Prezydent będzie mówił o tym, jak czysty, piękny węgiel nie tylko zapewnia dostawy energii dla naszego kraju, ale również obniża rachunki za energię elektryczną w całych Stanach – powiedziała Rzeczniczka Białego Domu, Karoline Leavitt.

Jak mówią amerykanie, „we are cooked”. Temat klimatu przestał być „trendy” w mediach i wśród polityków. Zapewne też i ten tekst nie zdobędzie jakiejś szalonej popularności (chyba że wśród heheszkowców). Fizyka działa jednak nieubłaganie i jest jej to obojętne, co akurat jest modne. Po prostu przyjdzie za to wszystko zapłacić rachunek. A rachunek zapłacą tak czy owak, biedni bardziej niż bogaci. Jak zawsze.

Bal na Titanicu trwa. Ale spokojnie, na pewno to legendarne AGI temat ogarnie. Już nawet wiem, co napisze na ekranie, jak już przeanalizuje wszystkie dane i najbardziej prawdopodobny rozwój sytuacji.

Xavier Woliński