Koniec cywilizacji nie nastąpił

view of a tower Photo by Parviz Besharat pur on Pexels.com

Miał być koniec irańskiej cywilizacji tej nocy, było jak zwykle TACO (Trump Always Chickens Out). Prezydent USA stwierdził, że jednak woli rozejm niż dalszy spadek poparcia w kraju z powodu wzrostu cen.

Prawicowy geniusz strategii niewiele zyskał, bo Iran dalej kontroluje Cieśninę Ormuz, choć na czas rozejmu zgodził się przepuszczać statki, nadal rządzi ten sam reżim co wcześniej, choć w nieco odświeżonym składzie, nadal Iran posiada zdolności wzbogacania uranu, a przede wszystkim nadal istnieje, wbrew apokaliptycznym groźbom Króla Kurczaków, którego nikt już nie traktuje jako człowieka poważnego i stabilnego.

Niemniej jednak w huku spadających kamieni z serc, nie powinna zostać zagłuszona makabra słów wypowiadanych przez Trumpa. Nie można bezkarnie rzucać słów wzywających do popełniania zbrodni wojennych, czy wręcz ludobójstwa ze strony faceta, który ma do dyspozycji broń jądrową. Wyobraźmy sobie, co by się działo, gdyby, dajmy na to, przywódca Chin zapowiedział, że jutro zniknie „amerykańska cywilizacja” (z tą cywilizacją to na wyrost, ale pozwólcie, że użyję tego pojęcia w celach ilustracyjnych). Co by się nie działo, jakie słowa potępienia by nie padły w USA i ile pocisków jądrowych by w stronę Chin nie poleciało „na wszelki wypadek”. Przy czym zawsze warto pamiętać w tym kontekście, że USA jako jedyne w historii, jak na razie, tej broni w ogóle użyły, co powoduje, że każda taka groźba mrozi krew w żyłach.

Oczywiście można było podejrzewać, że to kolejny „odjazd” Trumpa, ale w moim przekonaniu nie można tych gróźb zapomnieć, ponieważ jeżeli kolejni wodzowie od niechcenia zaczną grozić sobie wzajemnie, „dla żartu”, całkowitą zagładą, to w końcu wydarzy się to na serio. W takich sprawach nie ma miejsca na „śmieszkowanie”. Generalne uważam od jakiegoś czasu, że warto by jednak przywrócić powagę dyskusji publicznej, bo ciągłe „ironizowanie” i „oj tam, oj tam, ja tylko żartowałem”, nie doprowadziło nas wcale do lepszego rezultatu niż wcześniejsze nadęcie. Gdzieś tu trzeba znaleźć równowagę, bo jak kolesie z bronią atomową zaczynają „żartować”, to większości ludzi przestaje być do śmiechu. Ironia, żart, satyra mają być bronią słabych przeciwko silnym, a nie odwrotnie, bo wówczas to przestaje być śmieszne, a staje się jedną z form opresji.

Natomiast, co z tego rozejmu wyjdzie długofalowo, czy to tylko chwila oddechu, zobaczymy. Czy się utrzyma? Już przykładowo Izrael twierdzi, że częścią porozumienia nie jest ich ofensywa w Libanie, a Iran ma odmienne zdanie na ten temat. Wszystko jest kruche i niepewne, ale na razie ceny ropy spadają, a ludzkość odetchnęła. Choć z tymi przywódcami, nie wiem, czy to nie jest na wyrost.

Xavier Woliński