Wczoraj odbyło się „piwne” starcie Mateusza Morawieckiego ze Sławomirem Mentzenem, którego wynik z góry był znany. Mentzen, o czym już mieliśmy wielokrotnie okazję się przekonać, mistrzem debat nie jest. Skoro rozłożył go nawet Petru, to dla Morawieckiego nie był żadnym przeciwnikiem. Cokolwiek myślimy o byłym premierze, przewaga retoryczna i w zakresie doświadczenia jest oczywista. Lider Konfederacji zwyczajnie nie miał szans, nie ta kategoria wagowa.
Mentzen był sobą, co już jest kulą u nogi. Przykładowo wygłosił pochwałę niskich zarobków i jednocześnie skrytykował inwestowanie w innowacje: „państwa się rozwijają w ten sposób, że przedsiębiorcy rozwijają swoje firmy i szukają nowych źródeł dochodu. Jest zupełnie oczywiste, że jeżeli w danym państwie są niższe koszty pracy to jest to pewna przewaga konkurencyjna i z tego się korzysta i nie ma sensu próbować być na siłę innowacyjnym, bo podejmowanie innowacji to jest ryzyko na tym się zwykle traci pieniądze”.
Innymi słowy, tak jak ja rozumiem ten strumień świadomości, Polska ma być krainą niskich zarobków tak długo aż „spontanicznie” dzięki rynkowej magii to się zmieni i wówczas ruszą innowacje, a co za tym idzie także zarobki. Czekaliśmy na tę magię dość długo aż się „spontanicznie wyłoni” i jakoś poza wąskimi branżami, nie bardzo to chciało się zmaterializować. Innowacyjność w Polsce, o czym przez lata tutaj pisałem wielokrotnie, była bardzo niska. Pisałem często, że mamy najlepszych pracowników na świecie i niezwykle mało „przyszłościowych” kapitalistów.
Sądząc z reakcji zgromadzonych Mentzen nie za bardzo przekonał tym nawet swoich zwolenników. Ja wiem, z czego jego krytyka wynika, ale żeby zrozumieć ten tok rozumowania, trzeba siedzieć głębiej w neoliberalnej opowieści o świecie (stąd potem konieczność publikacji wielogodzinnych wykładów Konfederatów, którzy tłumaczą, o co w ogóle im chodzi). Dla postronnego słuchacza komunikat jest prosty: facet chce, żebyśmy dalej zarabiali grosze. To się całkowicie rozmija z rosnącymi obecnie, także na prawicy, aspiracjami ludzi. I to jest coś, na czym długofalowo Konfederacja może się wywrócić. Już raz zaliczyła spory spadek w sondażach po wypowiedzi Mentzena o płatnych studiach. Trzeba było dużo antyimigranckiej histerii wyprodukować, żeby ludzie o tym zapomnieli.
Lider Konfederacji zaatakował Morawieckiego np. za podatek bankowy czy propozycję tzw. windfall tax, czyli podatek od nadzwyczajnych zysków. Mentzenowi włączyła się typowa neoliberalna opowieść, że podatki powinny być „proste i niskie” (powtarzał to wielokrotnie w czasie dyskusji). Morawiecki wyczuł okazję i zapytał go, czy te podatki powinny być niskie także dla banków, które potem wyprowadzają zyski z kraju. Mentzen na to niezrażony: „moja narracja jest taka, żeby ludziom tych pieniędzy nie zabierać”. Morawiecki dopytuje: „Ale tym ludziom w bankach, w zarządach banków?” Mentzen: „Wszystkim. W sensie chciałbym podatki, żeby były niskie i proste, a pan cały czas mówi o nowych propozycjach podatkowych”. I tu już było wiadome, że jest po zawodach. Korwin może wyjść z partii, ale korwinizm w partii pozostanie.
Morawiecki dopytuje, czy to źle, że zebrano więcej podatków, które potem np. poszły na 200 mld zł wsparcia dla firm, co Mentzen przecież popierał. Konfederata nie miał na to dobrej odpowiedzi. Obaj pod względem dobrodziejstw dla biznesu próbowali się szachować i przelicytować. To była zresztą słabość Morawieckiego, którą próbował na ile potrafił wykorzystać Mentzen. W PiS obecnie dominuje przekonanie, że „antybiznesowa” opowieść zaszkodziła PiS i teraz trzeba uważać. Więc były premier próbował tutaj pokazywać, że jego polityka była i będzie probiznesowa. Jedynym przeciwnikiem tutaj są zagraniczne korporacje, choć wiemy, że w praktyce aż tak surowy dla nich też nie był.
W tym duchu Morawiecki starał się przypodobać Konfederatom, opowiadając o gigantycznym długu publicznym, czy rzekomym „zabraniu pieniędzy z OFE” przez Tuska, co jest neoliberalną mantrą powtarzaną bezustannie od lat. OFE to była katastrofa na raty.
Generalnie jednak Mentzen poległ, co dla nikogo nie jest zaskoczeniem i nie jest to jakiś olimpijski wyczyn. Morawiecki robi teraz tournée po kraju, próbując utrzymać swoją zagrożoną pozycję w PiS. Wkrótce będzie debatował na kongresie Regeneracja w Dąbrowie Górniczej z Zandbergiem. Zobaczymy, jaki z kolei ta dyskusja będzie miała przebieg.
Xavier Woliński