Już wiemy, dlaczego Trump się zafiksował na Grenlandii: ponieważ to zemsta na Europejczykach, bo nie dostał nagrody Nobla. Wyjaśnia to w strumieniu świadomości w liście wysłanym do premiera Norwegii:
„Drogi Jonasie:
Biorąc pod uwagę, że Twój Kraj zdecydował o nieprzyznaniu mi Pokojowej Nagrody Nobla za powstrzymanie 8 wojen PLUS, nie czuję się już zobowiązany do myślenia wyłącznie o Pokoju, choć zawsze będzie on dominujący, ale mogę teraz myśleć o tym, co jest dobre i właściwe dla Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Dania nie jest w stanie ochronić tej ziemi [Grenlandii] przed Rosją czy Chinami, a właściwie dlaczego w ogóle mają „prawo własności”? Nie ma żadnych pisemnych dokumentów, to tylko kwestia tego, że łódź wylądowała tam setki lat temu, ale nasze łodzie też tam lądowały.
Zrobiłem dla NATO więcej niż jakakolwiek inna osoba od czasu jego powstania, a teraz NATO powinno zrobić coś dla Stanów Zjednoczonych. Świat nie jest bezpieczny, dopóki nie będziemy mieli Całkowitej i Pełnej Kontroli nad Grenlandią.
Dziękuję! Prezydent DJT”
List opublikował Nick Schifrin, dziennikarz amerykańskiej tv PBS. Jego treść potwierdził sam premier Norwegii Jonas Gahr Støre.
Publikuję tłumaczenie w całości, bo stanie się zapewne historycznym dokumentem stanowiącym podwaliny niejednej książki pod tytułem „jak USA przedawkowało hegemonię i zaorało Zachód”.
Ktoś powie, że to tylko takie gadanie, a prawdziwe powody są głębsze i świetnie „opracowane”. No więc czytam te „opracowania” i nie wyłania się tam nic poza bełkotliwymi próbami uzasadniania maniakalnej potrzeby udowadniania przez amerykańskie elity tego, że „ciągle jesteśmy wielcy”.
Militarne uzasadnienia? USA nawet nie ma dostatecznej liczby lodołamaczy, żeby odpowiednio chronić Grenlandię (wielka potęga ma ich mniej niż wyśmiewane przez Trumpa kraje nordyckie). Przez ostatnie dziesięciolecia USA zresztą zwijały swoje bazy na Grenlandii, a nie rozwijały. Mają zgodnie z umową pełen dostęp wojskowy do wyspy od czasów II wojny światowej.
Uzasadnienia gospodarcze? Zarówno rząd Grenlandii, jak i Danii były otwarte na korzystne dla obu stron porozumienia gospodarcze. Problemem może jednak dla Amerykanów może być jednak to, że Grenlandczycy nie życzą sobie intensywnego wydobycia kosztem znaczniejszej degradacji przyrody. Przemysłowcy amerykańscy i spora część społeczeństwa nie rozumie takiego szacunku do ziemi, na której mieszkają.
Generalnie chodzi o formalną własność oraz co moim zdaniem istotniejsze, a widoczne w powyższym liście chęć upokorzenia i odpowiedniego „ustawienia” Europejczyków jako wasala.
Nasze elity polityczne, które z rozkoszą przyjmą pozycję podnóżka dla imperium, nie bardzo rozumieją, że Trump i reszta tego cyrku nie szanuje lokajskiej postawy. Chętnie na niej skorzysta, ale osoba, która ją przyjmie będzie traktowana gorzej niż ta, która się „postawi”.
Dlatego dyplomacja z Trumpem oparta na przymilaniu się i „kolegowaniu” nie działa. Przekonał się o tym m.in. prezydent Finlandii, który robił sobie milusińskie fotki z Trumpem, z nieodzownym podniesionym kciukiem (znanym także z fotek z naszymi niektórymi politykami). Ba, nawet chwalił się, że grają razem w golfa. I co? I nic. Finlandia właśnie dostała w nagrodę podwyższeniem ceł razem z Danią, Francją, czy Niemcami.
Trump ci pozwoli łaskawie czasem dotknąć jego trawy na polu golfowym, ale masz robić wyłącznie to, czego on chce. Każe ci skakać na jednej nodze? Skacz. Chce wszystkich twoich zasobów? Masz je dać bez szemrania, albo dostaniesz gigantycznymi cłami po nosie. I to by było na temat „suwerenności” w takim układzie. Trump nie szanuje krajów, które ledwo jest w stanie znaleźć na mapie. Dla niego liczą się tylko wielkie bloki, albo wielkie kraje jak Chiny. Te ostatnie nie poddały się Trumpowemu szantażowi celnemu, w zamian zagroziły zablokowaniem eksportu metali ziem rzadkich i Trump tak zmiękł, że nawet już dopuszcza możliwość eksportu do Chin „cennych strategicznie” procesorów H200 wykorzystywanych m.in. do szkolenia AI.
Z USA nigdy nie warto było rozmawiać na kolanach, bo się głównie traciło (ktoś pamięta słynny „offset” związany z zakupem samolotów F16 przez Polskę?). Polacy kombinowali, że jak się będą łasić do hegemona, razem z nim jeździć na wyprawy kolonialne, to w zamian zyskają „ochronę”. To jest ochrona w stylu mafijnym, czyli mocno niepewna. Duńscy żołnierze też ginęli za interesy amerykańskie w Iraku. Jakoś USA już nie pamiętają o tych żołnierzach, a Trump ma czelność pisać teraz bzdury o tym, że NATO wreszcie powinno zrobić coś dla USA, chociaż cały ten sojusz tańczył wokół nich. Legendarny artykuł piąty został uruchomiony tylko raz, w ich interesie po zamachach na World Trade Center i Pentagon w 2001 roku.
Teraz prezydent tego bezczelnego i niewdzięcznego kraju pisze, że nikt nic dla nich nie zrobił i tylko oni dawali łaskawie na ochronę innych.
Nie warto nic dla USA nigdy robić. To nie był i nie jest stabilny sojusznik. Pomysły części polskich polityków, że można na nim opierać swoje bezpieczeństwo, wynikają głównie z naiwnej wiary w dobrego Wujka Sama. Jeśli to, co robi teraz Danii i jak poniża generalnie Skandynawów, nie otrzeźwi ludzi w Polsce, to w przyszłości czeka ich wielkie rozczarowanie. Tyle że będzie już za późno na wyciąganie wniosków. Zwłaszcza jeśli w imię przesadne wiary w „żelazny sojusz” z USA i tanie pochwały i fotki z Trumpem skłócą się z krajami europejskimi.
Xavier Woliński