Ściana tekstu

Ktoś mi zarzucił ostatnio, że moje teksty są „za długie” i nie trafiają przez to „do mas”. Nie wywołują emocji, nie płyną zgodnie z rytmem wyznaczanym przez algorytmy, gdzie wszystko musi być przekazywane na krawędzi histerii.

Od początku istnienia tego projektu, zdaję sobie sprawę, że moje teksty jak na media tzw. „społecznościowe” są relatywnie długie. Ale przecież te kilka czy kilkanaście akapitów to realnie żadna „ściana tekstu”. Sam fakt, że ktoś może to odbierać jako bardzo długą formę, świadczy o tym, jak bardzo szatkownica „socialmediowa” pokawałkowała ludziom zdolność do utrzymywania koncentracji uwagi nad czymś dłuższym niż jeden akapit.

Nie zamierzam sztucznie kondensować informacji, które tu przekazuję. Zwłaszcza że nie chodzi o proste przekazanie krótkiej informacji (np. „Kaczyński powiedział, że Tusk powiedział”), ale raczej próba stworzenia powiązań pomiędzy tymi drobinkami danych. Tymczasem Internet zamienia się powoli w kolaż chaotycznych pigułek informacyjnych (a często i dezinformacyjnych), które tworzą w głowach ludzi specyficzną sałatkę. Efektem tej mieszanki są potem takie, a nie inne decyzje polityczne.

Aż tu nagle dochodzi do poważnego kryzysu krajowego czy międzynarodowego, świat się staje niezrozumiały, kilkudziesięciosekundowe rolki nie wyjaśnią, co się dzieje, jakie są prognozy rozwoju sytuacji, ani też jak ewentualnie sobie z tym kryzysem próbować poradzić, jakie są drogi wyjścia. I przede wszystkim, co to wszystko znaczy dla zwykłego zjadacza chleba.

Te krótkie treści żerują też na treściach dłuższych. Przecież gdyby nie praca np. dziennikarzy w terenie, publicystów, speców, naukowców, którzy próbują zrozumieć, a nie tylko wywoływać emocje, to przecież twórcy tych poszatkowanych form nie mieliby z czego czerpać.

A jednocześnie praca tych ludzi zajmujących się czy to długimi formami, czy pracą w terenie jest coraz gorzej wyceniania w związku z upadkiem dawnej formy finansowania mediów. Żaden dziennikarz śledczy ani żaden sensownie sklejający do kupy różne wątki publicysta nie jest tak dobrze wyceniany w nowym „cyfrowym kapitalizmie”, jak karmiący publikę emocjami influenser. Dlatego więcej młodych osób, chce zostać influenserami, a nie dziennikarzami.

Ludzie futrują się codziennie tysiącami takich kilkudziesięciosekundowych wrzutek i czują się zorientowani w tym, co się dzieje na świecie. Skoro ktoś spędził trzy godziny na TikToku, Insta czy X i wchłaniał tam wrzutki na temat Bliskiego Wschodu, kryzysu paliwowego czy kolejnej afery w USA, to czy to znaczy, że jest tak samo dobrze poinformowany, jak ktoś, kto np. przeczytał w tym czasie dwa dłuższe artykuły analityczne, albo rozdział fachowej książki?

Obawiam się, że zmiany w psychice mogą być bardzo trwałe i za jakiś czas większość ludzi po prostu nie będzie w stanie utrzymać uwagi dłużej niż minuta albo pięć nad jakimś tekstem czy zadaniem. A więc jest obawa, że tacy jak ja, którzy piszą i czytają dłuższe teksty, po prostu całkiem wyginą jak dinozaury.

A może jednak nie? Może jednak zawsze będzie grupa, która w wyniku przebodźcowania będzie szukała czegoś spokojniejszego, dłuższego, bardziej pogłębionego? Mam taką nadzieję, bo życie w tej sieczkarni z rozhisteryzowanymi ludźmi biegającymi w panice dookoła bardzo by mi nie odpowiadało. Jakieś grono ludzi, bez względu na poziom wykształcenia i zamożności, będzie szukało przewodników po tym rosnącym chaosie. Albo, jeśli nie przewodników, to ludzi, którzy przynajmniej zadają sensowne pytania, które potem można w ciszy samemu rozważyć.

Problem w tym, czy to już nie będzie nisza niszy? Na pewno to już nie będzie zjawisko masowe. Poważne analizy czy rozważania już teraz można najczęściej przeczytać za paywallami. Tam się coraz częściej toczą debaty na temat przyszłości świata, za zamkniętymi dla większości drzwiami. To w oczywisty sposób grozi umocnieniem elit i dalszym rozwarstwieniem. Na tych, którzy coś wiedzą, bo mają dostęp do coraz droższej sprawdzonej informacji oraz pogłębionej analizy; i na tych którzy są skazani na pozornie darmową, ale często małowartościową papkę podlaną emocjami, kierowaną do nich przez zmanipulowane algorytmy.

Właśnie zorientowałem się, że piszę już dziesiąty akapit, czyli chyba już na granicy percepcji współczesnego człowieka. Trzeba jednak próbować jakoś „złamać” ten system. Samo pojawienie się „ściany tekstu” na zasadzie kontrastu może kogoś tak zaskoczyć, że kliknie dalej. Nie poddam się tak łatwo w każdym razie. Może jest jeszcze trochę osób, które są w stanie dotrwać do końca tego, wcale niedługiego, tekstu.

Xavier Woliński

Jednym ze sposobów walki z zamknięciem wszystkiego za paywallem, jest wspieranie takich projektów, otwartych dla wszystkich, jak Wolnelewo:
https://patronite.pl/Wolnelewo