Ulubiony „lewicowiec” prawicy

Są prawicowcy, którzy mówią, że wzorem lewicowca jest Leszek Miller. Oni dobrze nam lewakom życzą, oczywista oczywistość. Miller co prawda już pokazał, co potrafi, kiedy rządził i miał swoje pięć minut, ale kto wie, kto wie… Jaki więc powinien być modelowy lewicowiec według prawicy. Kilka fragmentów wpisów na X.

Przykładowo, pomiędzy szerowaniem wpisów Warzechy, Do Rzeczy oraz IPN (!) daje także wykłady z „ekonomii”. Na przykład o osławionej krzywej Laffera, umiłowanej przez wszystkich neoliberałów:

„Arthur Laffer udzielił niedawno wywiadu dla Business Insider, w którym przypomniał swoje doświadczenia z reformami podatkowymi i podkreślił znaczenie właściwego poziomu opodatkowania dla wzrostu gospodarczego i stabilnych dochodów państwa. W ekonomii światowej dobrze znana jest tzw. krzywa Laffera, opisująca zależność między wysokością stawek podatkowych a dochodami budżetu”.

W tym kontekście chwali się też dokonaniami swojego rządu:

„W latach 2002–2004 stawka CIT została obniżona z 29% do 19%. Równolegle wprowadzono 19-procentowy liniowy PIT dla przedsiębiorców oraz uproszczono wiele elementów systemu podatkowego, zwiększając jego przejrzystość i przewidywalność”.

Wypowiada się także na inne tematy:

„Donald Trump ostatnią nadzieją, że Zachód nie popadnie w obłęd”, to w kontekście jak napisał „Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której zaleca m. in. „pełne uznanie trans kobiet jako kobiet” w ramach polityki równości płci i ochrony przed przemocą”.

Oczywiście broni też wyskoków ambasadora USA. Nie wiadomo po co wrzuca też swoje zdjęcia z Bushem juniorem (Trump nie lubi swoich poprzedników, więc jeśli Miller chce się wkraść w łaski Imperatora, powinien zmienić taktykę).

Osobiście cieszę się, że Leszek Miller w końcu odnalazł drogę do środowiska, w którym od zawsze powinien być, czyli na prawicy. Prawicowcy mogą go brać w całości. Mało tego, uważam, że powinien zostać liderem prawicy. Myślę, że wówczas ma szansę zrobić z prawicą to, co zrobił z lewicą. Czego im życzę gorąco.

Pamiętam to dość dobrze. Zwłaszcza ten protest, kiedy maszerowałem razem z biedaszybnikami z Wałbrzycha w Warszawie. I protesty pielęgniarek z likwidowanego szpitala… Protesty robotników z Ożarowa, pamiętamy! I mnóstwo innych rzeczy pamiętamy. Niezapomniane chwile, można powiedzieć. Całe niemal moje pokolenie przeszło wówczas na prawo z powodu tego, jak wyglądały rządy tej konserwatywno-liberalnej w istocie „lewicy”. Roztrwonić poparcie z ponad 40 procent to trzeba potrafić. Nigdy potem lewica partyjna już nie odzyskała pozycji. To nie upadek PRL dobił lewicę w Polsce, ale tamte rządy SLD.

Tak więc niech prawica bierze Millera. Może też wciąż Belkę do kompletu.

Xavier Woliński