Węgierskie zabawy z false flag

Foto: Wikimedia Commons

Wielki przyjaciel światowej prawicy, premier Węgier, Viktor Orban, jak wiemy ma jeszcze większych przyjaciół, w Rosji. Ci zaś nie chcą dopuścić do przegranej swojego kamrata w zbliżających się wyborach.

Moskwa tymczasem doradzała sfingowanie zamachu na Viktora Orbána. Operacja typu „false flag” o kryptonimie „Gamechanger” miała na celu odwrócenie uwagi węgierskich wyborców od słabnącej gospodarki, przenosząc kampanię przed kwietniowymi wyborami w sferę emocji i kwestii bezpieczeństwa narodowego. Tak wynika z artykułu „The Washington Post”, który ukazał się w ten weekend.

Tekst potwierdza również doniesienia o głębokiej infiltracji węgierskich struktur przez Rosję. Według europejskich służb, węgierski minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó miał na bieżąco, w przerwach unijnych szczytów, relacjonować przebieg rozmów Siergiejowi Ławrowowi. Podobne podejrzenia pojawiały się zresztą już wcześniej, dlatego politycy innych krajów europejskich ograniczyli informowanie Orbana o istotnych kwestiach z zakresu bezpieczeństwa.

Większość Węgrów jest niezadowolona z sytuacji w kraju, dlatego rosną gwałtownie szanse na zwycięstwo konkurencyjnego prawicowego kandydata Pétera Magyara i jego partii Tisza. Ten zaś zapowiada ograniczenie przyjaznych stosunków z Putinem i jego kolegami.

Stawia to w ciekawym świetle inne głośne ostatnio „próby zamachów” na polityków. Według źródeł wywiadowczych analitycy na Kremlu byli pod wielkim wrażeniem tego, jak atak na Donalda Trumpa w lipcu 2024 roku natychmiast podbił jego sondaże. Te „heroiczne zdjęcia” z teatralnymi gestami Trumpa, które pojawiły się po zamachu, wyglądają podejrzanie „epicko”. Jak na razie dowodów na to żadnych nie ma, więc w kwestii Trumpa można jedynie snuć domysły.

W każdym razie coś to mówi o stanie tzw. demokracji, jeśli jedno tego rodzaju spektakularne zdarzenie odpowiednio przedstawione w mediach może zaważyć na wyniku wyborów. Nie konkretne postulaty i to, co realnie reprezentuje sobą polityk, ale emocje i teatr są przeważające. Niby banalne stwierdzenie, wiemy to od dziesięcioleci, ale jakoś uparcie nie chcę się do tego przyzwyczajać, zwłaszcza że możliwości techniczne manipulowania emocjami rosną, a nie maleją. Efekty takiej konstrukcji systemu widzimy na własne oczy. Oczywiście, jeśli ktoś w ogóle się tym interesuje, a nie mówi, że „nie interesuje go polityka”, a potem podejmuje decyzje pod wpływem kilkusekundowych emocjonalnych wrzutek w mediach tzw. „społecznościowych”.

Xavier Woliński