Wszystkie fronty Trumpa

pexels-photo-1464210.jpeg Photo by Rosemary Ketchum on Pexels.com

Donald Trump dopisuje mi rozwinięcie wczorajszego tekstu. Otóż Trump „się wściekł” i zagroził 200-procentowymi cłami na Francję. Dlaczego? Ponieważ prezydent Francji nie chce brać udziału w jego cyrku o nazwie Rada Pokoju.

Rada ma na początek zająć się „wdrożeniem” tzw. „planu pokojowego” Trumpa dla Gazy, ale w przyszłości ma po prostu zastąpić ONZ na rzecz już nawet nie koncertu mocarstw, ale prywatnego folwarku Trumpa, w który chce zamienić świat. W Radzie sam sobie nadał uprawnienia w zasadzie dyktatorskie. Może mianować, kogo chce (wstawił np. swojego zięcia do tzw. Zarządu Wykonawczego), a jego samego nie można odwołać.

Na razie rozesłał zaproszenie do 60 polityków z różnych państw, w tym Putina. Jak się okazuje jednak w przypadku Francji, to nie jest prośba, tylko żądanie i za odmowę udziału będzie kara. Powiedzieć, że to jest poniżająca propozycja to nic nie powiedzieć. Nie wiem, czy ktoś szanujący siebie i obywateli swojego kraju może wyrazić zgodę na uczestnictwo w tej grotesce. Choć niewątpliwe chętni się znajdą, przecież wiemy, co tak naprawdę politycy myślą, kiedy mówią o „patriotyzmie”.

Przy okazji „wściekł się” też na Wielką Brytanię, pisząc na swoim portalu Truth:

„Szokujące jest to, że nasz »genialny« sojusznik z NATO, Wielka Brytania, planuje obecnie oddać wyspę Diego Garcia, gdzie znajduje się ważna baza wojskowa USA, Mauritiusowi, i to bez żadnego powodu”.

Dodajmy, że oddanie tej wyspy wynika z wyroku sądu, dodatkowo USA we wcześniejszych rozmowach poparły to rozwiązanie. Teraz Trump szuka zaczepki z Europejczykami, więc znalazł (albo ktoś mu podsunął) kolejny pretekst. Oczywiście w poniżającej formie, bo ten człowiek inaczej nie potrafi się komunikować ze światem.

Kiedyś nie było tygodnia, żeby czegoś nie wywinął. Teraz już nie ma dnia. Wojuje też ciągle na „froncie wewnętrznym” i znowu grozi wysłaniem wojska do Minnesoty.

Fani Trumpa, których wcale nie ma mało w Polsce, opowiadają, że to wszystko wynik „genialnej strategii” ich Wodza. Każdy strateg odpowie, że jak otworzysz jednocześnie wiele różnych frontów, to sama ich liczba cię w końcu zatopi. A Trump w zasadzie nie otwiera niczego innego niż fronty. O niektórych zresztą zapomina na parę miesięcy, potem sobie przypomina na chwilę, by rzucić się na coś innego. Problem w tym, że ci, którzy zostali zaatakowani, nadal o tym pamiętają i odpowiednio dostosowują swoje działania. Nie będzie już możliwości powrotu do stanu wyjściowego.

Dodatkowe te ich plany dotyczące budowy, a to kurortów w Gazie, a to jakichś kosmicznych miast w stylu „technoutopii” na Grenlandii nie są przejawem ani cynizmu, ani „zmysłu biznesowego”. To są rojenia małego dziecka o gwiazdce z nieba. Ktoś pamięta, co się stało z wielkimi i równie odklejonymi od rzeczywistości projektami „zasiedlenia Marsa”? Te wizje hurtowo produkowane przez otoczenie prezydenta USA świadczą tylko o tym, że to nie kwestia wyłącznie Trumpa, ale całej tej ekipy technolordów. Ci ludzie już dawno mentalnie faktycznie są w krainie zabaw na Marsie, ale niestety my musimy męczyć się z ich decyzjami na Ziemi.

Trump jest przekonany, że jest w stanie prowadzić wojnę handlową z całym światem. Mamutom też się wydawało, że są w stanie wygrać starcie z tymi śmiesznymi, małymi ludzikami z dzidami.

Dla nas cala ta sytuacja nie wróży nic dobrego, bo jak wielcy się biją to mali i średni cierpią jeszcze bardziej. Ale nie da się chować już głowy w piasek. Z Trumpem nie da się dogadać, nie szanuje żadnych umów, ale nade wszystko nie szanuje ludzi, którzy okazują słabość.

Dlatego niestety pewnie to wszystko doprowadzi do bolesnej wojny handlowej. Wówczas USA dość szybko przypomną sobie, że geograficznie dzieli ich może ocean, ale gospodarczo to praktycznie po sąsiedzku, za miedzą i jak podpalą chałupę sąsiadowi, to pożar szybko przerzuci się do nich.

Przypominam, ogromna większość obecnego PKB wynika z budowy centrów obliczeniowych, na które jeszcze nawet nie ma popytu. Kryzys gospodarczy wywołany pomysłami Trumpa tego popytu raczej nie wygeneruje. W razie realnego zaostrzenia wojny handlowej brutalna weryfikacja przyjdzie dla USA szybciej niż się spodziewają. A potem Grenlandia i utopijne miasta będą najmniejszym ich problemem. Już nawet na zapleczu MAGA pojawia się silne zniecierpliwienie faktem, że zamiast poprawą sytuacji gospodarczej w kraju, Trump prowadzi wojny z całym światem.

To wcale nie „lewacy” mogą stać się dla niego oraz jego zaplecza największym zagrożeniem. Łaska pańska popularności na pstrym koniu jeździ, a głębokie rozczarowanie może być potężnym paliwem dla gniewu. Będzie ciekawie, to niestety mogę wam zagwarantować.

Xavier Woliński