Zamarzanie po łódzku

Foto: Łódzkie Stowarzyszenie Lokatorów

W lutym Łodzi zamarzło czterech lokatorów mieszkań komunalnych. Łódzkie Stowarzyszenie Lokatorów organizuje protest.

Miasto nie ma sobie wiele do zarzucenia. Urzędnicy próbują przedstawić to jako problem indywidualny, kwestie „nałogów” i nieodpowiedzialności jednostek, ponieważ mieli piecyki, mieli podobno pomoc, a nie grzali.

Tymczasem zarówno organizacja lokatorska, jak i media przedstawiają to jako problem systemowy. Zwłaszcza polecam tu reportaż Piotra Brzózki: „Zabiło mnie mieszkanie”. Łódź, którą władze miasta się nie chwalą w łódzkiej Wyborczej.

Historia jednej z lokatorek mieszkania komunalnego:

„Elektrycznym piecykiem grzeje tylko jeden pokój. W drugim 12 stopni, rtęciowy termometr nie może kłamać. Dawniej był tu piec, taki kuchenny. Ale zdemontowała, bo mąż chorował na płuca, dusił się od dymu. A ponieważ miał koncentrator tlenowy, dostali dodatek na koszty energii, zawsze to jakaś ulga. Teraz mąż nie żyje, a ona chciałaby zamontować kozę węglem opalaną. Ale podobno nie można, kiedy przeszła na prąd. O miejskim ogrzewaniu nigdy nie było mowy.

Mieszkanie schludne, zadbane. Ale zimno i brak sedesu to niejedyne deficyty. Łazienka też prowizoryczna. Od kanapy wannę dzieli tylko zasłona. No i sufit leci na głowę – opadłe kasetony odsłaniają spękany i pełen zacieków strop. Poza tym – to wszystko tymczasowe.

Halina spędziła tu pół życia. Wprowadziła się w 1991 roku. Już wtedy słyszała, że będzie wyprowadzka. 35 lat później mówi:

– Od marca zeszłego roku budynek jest wyłączony z eksploatacji, nie powinno nas tu już w ogóle być. Dlaczego jesteśmy? Bo nie mają dla nas mieszkań. Zostało kilka osób, grzeję siebie i wszystkich wokół. Pode mną pusto, nade mną pusto, po bokach nie ma nikogo. Jestem u kresu. Mam trzy tysiące emerytury, ale z tego się nie utrzymam, poszłam do pracy. Co zarobię, muszę oddać do elektrowni.”.

Nie chodzi tu o opis dramatycznego przypadku, ale problem szerszy. Ogrzewanie elektryczne jest bardzo drogie, a w budynkach, które są nieremontowane, nieocieplane i częściowo wyludnione ogrzewanie jest znacznie trudniejsze i jeszcze kosztowniejsze niż w budynkach mniej zrujnowanych.

Wskazuje na to Łódzkie Stowarzyszenie Lokatorów w oświadczeniu:

„Włodarze próbowali wmówić opinii publicznej, że to wina lokatorów, którzy mieli mieć “problemy społeczne”. Tak jakby jakikolwiek kryzys w naszym życiu mógł być usprawiedliwieniem śmierci z wychłodzenia. Każdy człowiek ma w życiu moment kryzysowy, zasługujemy wtedy na pomoc i szacunek. “Kryzysem społecznym” w tym przypadku było przede wszystkim mieszkanie zarządzane przez ZLM, którego nie dało się ogrzać niezależnie od środków finansowych. Zawilgocenie, nieszczelne okna, brak ocieplenia, dziurawe dachy, nieużywane i niszczejące lokale w budynku: to i wiele więcej powoduje, że mieszkań NIE DA SIĘ OGRZAĆ! Pytanie brzmi, jak wychodzić z kryzysów, kiedy własne mieszkanie nas zabija?”

Zarówno relacje dziennikarzy, jak i działaczy i działaczek tworzą dość spójny obraz sytuacji. Zwłaszcza że trudno zarzucić Wyborczej, że „szuka dziury w całym” z powodu politycznych sympatii do PiS. A najchętniej tak przedstawiają takie sytuacje politycy. Tutaj nie mogą.

Jeden z urzędników powiedział, że lokatorowi zaoferowano „pomoc” w postaci przeniesienia do noclegowni. To nie jest żadna pomoc, tylko odsunięcie od siebie odpowiedzialności i tak naprawdę skazanie człowieka na bezdomność, bo noclegownia to nie dom. Pytanie też, czy omawianie „zasiłki celowe” i incydentalna pomoc Szlachetnej Paczki (swoją drogą to żenujące, że urzędnicy zasłaniają się prywatną inicjatywą charytatywną), była wystarczająca przy tych cenach nośników energii.

Tak więc może wreszcie w Łodzi władze miasta zmierzą się z problemem systemowo, a przestaną myśleć jedynie w kategoriach problemów indywidualnych. Najwidoczniej myślenie systemowe w tym mieście jeszcze nie zagościło w głowach urzędników i tak będzie się wszystko toczyć od tragedii do tragedii.

Protest odbędzie się 3 marca 2026 (wtorek) 16:00 pod Zarządem Lokali Miejskich, Kościuszki 47 w Łodzi.

Xavier Woliński