Złote rady prawicowych chłopców i gdzie mogą sobie je wsadzić

Zleciały się mądrale, które „dają rady” lewicy, która rzekomo zajmuje się tylko „drugorzędnymi sprawami”, takimi jak… prawa i wolności człowieka, zamiast zająć się „prawdziwymi problemami”.

No, więc jestem osobą, która wraz z innymi osobami lewackimi zajmuje się od dziesiątków lat tak „nieżyciowym problemem”, jak dach nad głową, a wcześniej przez lata działała w temacie praw pracowniczych. Nie lubię się przechwalać, ale przez te lata uratowaliśmy tysiące ludzi przed bezdomnością, albo przynajmniej przed niszczącymi ich życie podwyżkami. Tysiące, bo część spraw udało się przepchnąć na poziomie ustawowym. W tym dokończyliśmy sprawę tak trudną i zagmatwaną, powiązaną z potężnymi interesami, jak kwestię byłych mieszkań zakładowych (we Wrocławiu właśnie trwa ostatnia faza ich rekomunalizacji). Mam prawo mieć z tego powodu osobistą satysfakcję i żaden prawak mi tej satysfakcji nie odbierze. „Dowieźliśmy” temat do końca.

Ludzie mieszkają wreszcie jak ludzie, a nie jak ścigane zwierzęta łowne. To była ciężka, wyczerpująca i długa walka i teraz mam prawo do odpoczynku po tylu latach jazdy bez trzymanki. I jednocześnie mam prawo nie słuchać „złotych rad” mędrków internetowych na temat tego „czym powinienem się zająć”. Otóż będę się zajmować tym, czym chcę się aktualnie zajmować.

Na innych odcinkach „radykalnemu lewactwu” też się powiodło. Np. dzięki naciskom „lewackich” związków zawodowych udało się wzmocnić ochronę związkowców (tych, którzy naprawdę się narażają, a nie pierdzą w stołek i dogadują się z kierownictwem).

Co w tym czasie robiła „przenajświętsza Prawdziwa Prawica” na prawo od prawicy? Urządzała antysemickie happeningi w sejmie, albo próbowała aktywnie sabotować nasze propozycje w kwestiach mieszkaniowych. Różni „teoretycy”, którzy mają całą listę żądań, czym powinni lewacy się zajmować, nie kiwnęli nigdy palcem w kwestiach tak podstawowych, jak dach nad głową czy chleb dla niezamożnych, tych z dołu kapitalistycznej piramidy strachu.

Mam patrzeć jak plują na słabszych, na mniejszości, na ludzi pozbawianych praw choćby na granicy? Niby z jakiej racji? Przecież ci ludzie, którzy agresywnie zachowują się np. w stosunku do migrantów, sami nigdy nikomu w niczym nie pomogli, bo to są typy najgorszego sortu, które nienawidzą ludzi. Nie pomogą np. migrantowi z Ukrainy tak jak nie pomogą Polakowi. Skąd to wiem? Z doświadczenia pomocy. Jakoś tłumu prawaków do roboty społecznej nigdy nie było. W internecie sprawiają wrażenie jakby były ich całe legiony. Więc gdzie ta armia jest, kiedy trzeba wstawić się za niesłusznie eksmitowanym, chorym na raka emerytem, do którego wchodzą z drzwiami bandyci mimo wyroku sądowego, że nie mają do tego prawa? Gdzie są wtedy „Obrońcy Polaków”?

To są ludzie nieprzydatni w robocie społecznej. Dlaczego? Dlatego, że im podoba się władza, siła, dominacja nad słabszymi, a w „kwestiach socjalnych” trzeba się non stop przeciwstawiać silniejszym, bardziej wpływowym, majętniejszym. To już takie fajne nie jest i może być bardzo niebezpieczne. Także fizycznie niebezpieczne. Dlatego chętnych do tej pracy nie ma zbyt wielu wśród naszej „husarii”.

Dodatkowo w Polsce taka praca nie cieszy się jakimś wielkim poparciem. Kariery politycznej ani wielkich pieniędzy się na tym nie zrobi. Raczej będzie się balansować samemu na granicy biedy i załamania psychicznego (bo trzeba nieść nie tylko swoje ciężary, ale także pomagać nieść innym). Ludzie wolą wybierać silnych i wpływowych kłamców, oszustów i zwykłych złodziei. Tak to już jest w tym zdegenerowanym systemie społeczno-gospodarczym. Czy mnie to frustruje? Czasem tak, ale przecież wiem jak to działa, jakie mechanizmy manipulacji tu funkcjonują, opisuję je od lat tutaj. Po to ten projekt powstał. Kiedyś był dodatkiem i marginesem działalności, teraz staje się coraz ważniejszy w moim życiu, bo uznałem, że teraz tym bardziej te doświadczenia i wnioski czas zapisać i przekazywać dalej.

Xavier Woliński