Cesarz Ameryk bombarduje Wenezuelę

Zdobywca nagrody pokojowej FIFA Donald Trump rozkazał bombardowanie Wenezueli, rozpoczynając swoją „krótką specjalną operację wojskową”, tak modną ostatnio.

Nie silił się nawet szczególnie, żeby uzasadnić to posunięcie, bo wiedział, że i tak nikt nie uwierzy. Chodzi o ropę i zmianę władzy na bardziej potulną figurę względem Cesarza Ameryk. Chyba już tylko ludzie o bardzo ograniczonej wiedzy lub percepcji mogą sądzić, że chodzi o „demokrację”. Trump ma tylu niedemokratycznych kolegów, że można by z nich założyć drużynę piłkarską na kolejne mistrzostwa pod szyldem FIFA. Wspieranej zresztą hojnie przez znanych przecież miłośników praw człowieka i demokracji z Arabii Saudyjskiej.

Lata temu już krytykowałem rządy Wenezueli od lewa, za ściemę z tym „socjalizmem XXI wieku”. I zdania, że to była ściema, nie zmieniłem. Ale to nie oznacza, że popieram tego rodzaju krwawe rozprawy dokonywane po raz kolejny na świecie przez USA. Miałem jak najgorsze zdanie na temat rządów Saddama Husajna, co nie zmieni faktu, że protestowałem przeciwko inwazji na Irak, która skończyła się setkami tysięcy trupów. Wolności nie da się przynieść na obcych bagnetach.

Ciekawe, jak to przyjmie ruch MAGA. Przecież Trump obiecywał naiwnym, że będzie kończył wojny, a nie je zaczynał. Oczywiście spora część jest tak ogłupiona, że poprze wszystko, co robi Wódz. Ale już od dłuższego czasu pojawiają się ruchy rozkładowe. Jedna z liderek tego obozu Marjorie Taylor Greene już wcześniej pisała, że Trump zajmuje się wszystkim tylko nie USA. Faktycznie, polityka wewnętrzna „króla Ameryki” jest tragiczna, zwłaszcza w kwestiach gospodarczych. I to odbija się na sondażach. Wątpię, czy tym razem wojna odwróci uwagę od problemów wewnętrznych, jak to się dzieje zwykle w takich momentach. Wręcz przeciwnie, może zaostrzyć podziały na Trumpowym zapleczu.

W każdym razie ten atak idzie zgodnie z logiką zaprezentowaną w „strategii bezpieczeństwa narodowego”, gdzie wprost przyznali sobie prawo do kontrolowania sytuacji na półkuli zachodniej, czyli przede wszystkim w Ameryce Łacińskiej i Karaibach. Ale także… Grenlandii. Trump już wcześniej zapowiadał, że na tej wyspie także mogą zostać użyte siły zbrojne, jeśli uzna to za stosowne. A to wywoła już nieco bardziej gorący konflikt z Europą, jeśli zdecyduje się bronić Grenlandii przed jawną agresją USA. Wydaje się to nieprawdopodobne? Być może. Ale wiele rzeczy, które się wydarzyły w ostatnich latach, wydawało się kiedyś nieprawdopodobne.

Miejmy nadzieję, że zanim do tego dojdzie, problem trumpizmu zostanie rozwiązany przez samych amerykanów, dla których to jednak sytuacja wewnętrzna jest najważniejsza, a tutaj Trump radzi sobie jeszcze gorzej niż ze zdobywaniem Pokojowej Nagrody Nobla. Czy to wielka nadzieja? Nie. Ale zawsze warto jakąś nadzieję mieć.

Xavier Woliński