Czynsz jako podatek od życia. Dlaczego Hiszpania wyszła na ulice

Barcex, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons

W Hiszpanii trwają wielkie protesty społeczne z powodu sytuacji mieszkaniowej. W Madrycie powstało wielotysięczne miasteczko namiotowe, podobnie w Barcelonie. Dziesiątki manifestacji w całym kraju, protestują setki tysięcy osób. A wczoraj dwie największe centrale związkowe, CC.OO i UGT, uzgodniły ogłoszenie 24-godzinnego strajku generalnego dotyczącego kryzysu mieszkaniowego.

Nominalnie lewicowy rząd Pedro Sáncheza starał się ratować próbując przeprowadzić przez parlament część postulatów protestujących, ale nie zdobył dla nich większości. Parlamenty zazwyczaj służą ochronie interesów bogatszej części społeczeństwa. W efekcie tego ogłosił kolejne przedterminowe wybory. Dodajmy w tym kontekście, że protesty w sprawie kryzysu mieszkaniowego w Hiszpanii narastają od kilku lat i było sporo czasu, żeby się tym zająć.

Warto zauważyć, że w przeciwieństwie do Polski nikt w Hiszpanii nie zawiesza protestów, żeby „poczekać na wybory”. Strategia polega na dociskaniu rządu, nawet nominalnie lewicowego i deklaratywnie przychylnego pewnym zmianom, aż do końca, czyli do realizacji postulatów. To jest ogromna różnica z Polską, gdzie protesty „wyparowują” z ulic, kiedy tylko taka czy inna „słuszna” opcja zdobywa władzę. Mało kto w klasie pracującej Hiszpanii już wierzy w „magiczną” siłę kartki wyborczej, która „po wyborach zmieni wszystko”. Za dużo działo się po wyborach dziwnych rzeczy i zamiatania spraw pod dywan, odkładania do zamrażarki tematów, bo „prawica się zdenerwuje”, itd. Ludzie, ruchy społeczne, już tam czegoś się nauczyły na własnych błędach strategicznych. W Polsce najwidoczniej dopiero to przed nami.

Najnowsza odsłona ruchu zaczęła się od eksmisji 87-letniej Maríi del Carmen „Maricarmen” Abascal, która mieszkała od lat 50. w madryckim mieszkaniu i płaciła regularnie czynsz. Po zmianie właściciela, starsza, schorowana kobieta stanęła przed perspektywą drastycznej podwyżki czynszu, z około 500 euro do początkowo 2650 euro, następnie 1650 euro. Nowy właściciel zakwestionował przed sądem dalsze obowiązywanie starej umowy najmu. Maricarmen wstąpiła w nią po śmierci swojej matki w 2005 roku, ale sąd apelacyjny uznał, że na mocy przepisów wprowadzonych jeszcze w 1994 roku, umowa wygasła w 2007 roku, a następnie prawo do zamieszkiwania tam przez Maricarmen odbywało się na podstawie najmu „milcząco” odnawianego automatycznie z roku na rok. Musieli mieć bardzo dobrych i zdeterminowanych prawników. Tak czy owak skończyło się to więc wyrokiem eksmisyjnym dla staruszki. Była podjęta próba zablokowania eksmisji, niestety nieudana.

Nie ma jednak sensu szczegółowo analizować skomplikowanej sprawy prawnej tego jednostkowego jednak przypadku, bo najistotniejsze jest to, że wywołał ogromną społeczną falę gniewu z powodu sytuacji mieszkaniowej w Hiszpanii. Jednocześnie połączył najstarsze i najmłodsze pokolenie, przekraczając tym samym głupkowate podziały skopiowane z USA na „bumerów” i „młodych”. Przeniósł problem z powrotem na grunt materialnych problemów wynikających z konfliktów klasowych a nie kulturowych podziałów.

Protestujący słusznie oskarżają system kapitalistyczny o to, że nie tylko nie wynagradza odpowiednio pracy, ale także poprzez np. czynsze niejako „opodatkowuje” podstawy odtwarzania siły roboczej z której korzysta. Rentierstwo i kapitał przerzucają tym samym koszt tego odtworzenia na społeczeństwo, jednocześnie potrącając „działkę” z tytułu chronionej przez państwo własności.

Warto ująć to w kontekście. We wrześniu 2026 r. ofertowy czynsz w Hiszpanii wynosił średnio 15,1 euro/m², o 5,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Cena ofertowa mieszkań na sprzedaż była wyższa o 11,8 proc. r/r. Dodatkowo mamy tam sytuację, w której Komisja Europejska ocenia mieszkania społeczne czy publiczne na zaledwie 1,5–1,7 proc. zasobu, wobec mniej więcej 6–7 proc. średnio w UE. Według danych Eurostatu 26,8 proc. najemców płacących czynsz rynkowy wydawało na mieszkanie ponad 40 proc. dochodu, przy 18,6 proc. średnio w UE. Sytuacja oczywiście najgorsza jest tam, gdzie jest najwięcej pracy, czyli w metropoliach.

Organizatorzy protestów domagają się zakazu eksmisji bez zapewnienia alternatywnego mieszkania, zamrożenia a część także radykalnego obniżenia czynszów, ograniczenia fikcyjnych umów sezonowych i najmu na pokoje oraz silniejszych gwarancji dotyczących kaucji i napraw. Właściciel nie powinien też móc wyrzucić płacącego regularnie czynsz lokatora tylko dlatego, że kończy się okres umowy i można znaleźć nowego najemcę za znacznie wyższą stawkę, albo zacząć zarabiać na najmie krótkoterminowym, który niszczy tkankę społeczną największych miast oraz miejscowości turystycznych.

Xavier Woliński


Niezależna publicystyka wymaga wsparcia społeczności, by mogła pozostać otwarta dla wszystkich i bez paywalli.
Jeśli cenisz moją pracę, dołącz do grona osób, dzięki którym powstaje.