Lewacy o miliarderach, prawacy o robakach. Kto tu toczy wojnę kulturową?

a pile of money stacked on top of each other Photo by Malik Cil on Pexels.com

Wczoraj po dyskusji o książce Gabriela Zuckmana „Opodatkować miliarderów” we Wrocławiu rozmawialiśmy z kilkoma osobami o tym, jak prawica wykrzywia obraz tzw. „lewactwa”, czy po prostu lewicy.

Właśnie zakończyliśmy niełatwą dyskusję na temat systemu podatkowego we Francji i w Polsce i o tym, jak państwa chronią i bronią jak lwy interesów garstki, dosłownie garstki miliarderów (w obu krajach jest to po ok. 100 osób, wliczając w to miliarderów złotówkowych). Rozważaliśmy, jak nieproporcjonalny wpływ nie tylko na gospodarkę, ale także na system polityczny mają ci ludzie.

A to już kolejna dyskusja na ten temat w naszym mieście. Książka, której celem jest uświadomienie nam wszystkim o jakiej skali koncentracji bogactwa mówimy, wywołuje w naszej bańce debaty i spory o sposoby przeciwdziałania. Nie zauważyłem podobnych dyskusji po prawej stronie. Nie wiem, czy w ogóle ten temat został tam zarejestrowany. Nie spotkałem się z tym, choć staram się „prawicowe inby” śledzić.

Jednocześnie prawica wmawiam nam i przede wszystkim publice, jakoby „lewactwo” nie interesowało się gospodarką, a działając w imię „elit” odwracało rzekomo od tych kwestii uwagę „wojnami kulturowymi”. Piszą to najczęściej osoby, które od rana do wieczora tłuką teksty z zakresu tejże wojny o tym jak podobno za rozmaite zło odpowiadają osoby LGBT, „obcy kulturowo” (przy czym obcy kulturowo mają tu być nawet Ukraińcy), że Unia każe im jeść robaki, a lewaki zmuszają biedne dzieci do jedzenia warzyw i owoców, kto to widział…

Ja już nawet nie interweniuję w tego rodzaju łajnoburze w internecie, bo mnie zwyczajnie nudzą. W jaki sposób z takim potokiem bredni sensownie dyskutować?

Przejrzałem swoje ostatnie wpisy na stronie wolnelewo pl i przeważająca większość dotyczy kwestii gospodarczych, klasowych, relacji władzy itd. Kwestie które prawica nazywa „kulturowymi”, czyli te które sama uwielbia najbardziej, zajmują znaczną mniejszość. Oczywiście zależy to od momentu politycznego. Gdy akurat ukochane nasze władze znowu utrącają jakąś ważną z perspektywy praw człowieka sprawę, to ją opisuję intensywniej, normalna rzecz. Wolność, prawa człowieka są dla mnie jedynymi z fundamentów lewicy. Nie będzie mi prawica układać tematów, które są jej zdaniem dozwolone.

Niemniej jednak opowiadanie nam, że lewactwo koncentruje się na jakichś wybranych problemach, a nie interesuje się bardzo tradycyjnie rozumianymi kwestiami konfliktu klasowego jest dla mnie absurdem. Znam paru prawicowców i poza tym, że mi narzekają, że lewaki przeszkadzają bogatym w „tworzeniu innowacji”, albo rzekomo „niszczą miasto” domagając się zwiększenia zieleni, nie mam za bardzo o czym dyskutować. Na palcach jednej ręki mogę policzyć prawicowców, których interesuje coś innego niż wtłaczanie wszystkiego w kolejną odsłonę wojny kulturowej. Nawet najbardziej oczywiste kwestie gospodarcze potrafią opisać w ten sposób.

Dlatego przestałem te zarzuty traktować poważnie. To są jakieś stęki i jęki ludzi przesiadujących całymi dniami na X i nasiąkających wydumanymi problemami i alternatywną rzeczywistością tam lansowaną. Dotyczy to też części lewicowców, dlatego proponuję dłuższy odwyk od tego rodzaju miejsc. Wyjście do ludzi, nie zaszkodzi też np. zaangażowanie się w jakieś realne działanie w terenie, wśród tzw. zwyczajnych ludzi, a nie komentowanie wyłącznie tego co akurat ktoś sobie wyssał z palca, albo wygenerował w czacie LLM. W internecie nie tylko coraz mniej jest rzeczywistości, ale nawet stworzonych przez człowieka treści. Warto mieć to na uwadze zanim zacznie się opisywać świat z tej perspektywy.

Xavier Woliński


Niezależna publicystyka wymaga wsparcia społeczności, by mogła pozostać otwarta dla wszystkich i bez paywalli.
Jeśli cenisz moją pracę, dołącz do grona osób, dzięki którym powstaje.