Gdzie jest kasa na transformację energetyczną?

brown and white factory building during night time Photo by Loïc Manegarium on Pexels.com

Widzę, że instytucje i firmy związane z państwem postanowiły prowadzić z nami intensywną korespondencję. Wczoraj pisało do mnie Ministerstwo Zdrowia, dzisiaj Tauron.

Z e-maila jaki otrzymałem ja, i chyba wszyscy, którzy korzystają z usług tego dostawcy energii, wynika, że za wzrosty cen odpowiada wyłącznie „polityka Unijna”. To jest przesunięcie dyskusji na ten temat do drugiej ściany.

Od dawna mam krytyczny stosunek do formy handlu emisjami, bo to moim zdaniem jest typowo libkowe podejście do tematu, że „rynek i handel emisjami CO2 to załatwi”. I tu jest spore pole do krytyki. Nie zmienia to jednak faktu, że państwo polskie tylko w zeszłym roku zarobiło na tym handlu  25 mld zł, a w 2020 12,12 mld zł, co było  najwyższym wynikiem w Unii Europejskiej.

Generalnie od początku istnienia tego systemu to są dziesiątki miliardów złotych. I teraz, tak jak przy okazji Turowa, pytałem, co polskie władze z tymi pieniędzmi zrobiły? Ta kasa powinna iść na transformację, która jest absolutnie konieczna. Te pieniądze powinny iść do regionów, które najwięcej mogą stracić na transformacji, żeby zbudować tam jakąś gospodarczą alternatywę.

Tymczasem obserwuję głównie „jazdę na zderzenie ze ścianą” i „jakośtobędzizm”. Śmiało, zmieścisz się!

Rząd uprawia nacjonalistyczną propagandę, a ja pytam ponownie, gdzie jest kasa, która ma iść na transformację, żeby ratować klimat, ale i ludzi pracujących w sektorach, które podlegać muszą tej transformacji?

Nacjonalizmem jeszcze nikt się nie najadł i prędzej czy później do ludzi to dotrze, bo ta ściana na którą jedziemy zbliża się coraz bardziej.

Xavier Woliński