Upał wyłącza elektrownie. To dopiero początek

nuclear power station Photo by Wolfgang Weiser on Pexels.com

Wszyscy odczuwamy skutki upałów, zwłaszcza osoby starsze oraz cierpiące na przewlekłe choroby. Niektórzy nadal jednak „cieszą się z ciepełka” i powtarzają, że „co szkodzi trochę więcej słońca w lecie”. Wielu z nich żyje w nieświadomości, że europejska sieć elektroenergetyczna pracuje pod silną presją.

Dotyczy to także Polski. We wtorek 4 sierpnia 2026 roku Enea ograniczyła działalność dwóch dużych elektrowni węglowych nad Wisłą: w Elektrowni Kozienice nie działały bloki nr 2, 3 i 4, a w Elektrowni Połaniec bloki nr 5, 6 i 7, co spowodowało ubytek mocy o ok. 1,3 GW, co jest porównywalne z mocą jednego dużego nowoczesnego bloku energetycznego. Przyczyną był obniżony stan wody i okresowe wahania przepływu Wisły, które utrudniały chłodzenie elektrowni i ograniczały ich zdolność do działania.

Według danych IMGW na przełomie lipca i sierpnia aż 61 proc. stacji hydrologicznych w Polsce znajdowało się w strefie niskiej wody. Tymczasem przelotne ulewy i burze nie przynoszą istotnej poprawy sytuacji, ponieważ wywołują jedynie krótkotrwałe wezbrania.

Tego samego dnia, w godzinach 17.00–19.00, PSE ogłosiły okresy przywołania na rynku mocy, czyli wezwanie do działania zakontraktowanych elektrowni oraz podmiotów redukujących zużycie, by udostępnili wcześniej opłaconą moc lub ograniczyli pobór energii.

Choć nie ma jeszcze bezpośredniego zagrożenia blackoutem, ograniczenia w obu elektrowniach znacząco zmniejszyły dostępny margines bezpieczeństwa systemu. Najtrudniejszy okres to wieczór, czyli wtedy, gdy produkcja z instalacji fotowoltaicznych gwałtownie spada, tymczasem zapotrzebowanie energetyczne nadal pozostaje wysokie, co utrudnia utrzymanie stabilności sieci. Warto jednak przypomnieć, że gdyby nie produkacja z fotowoltaiki sytuacja byłaby znacznie trudniejsza.

Obecne lato to swego rodzaju ostrzeżenie. Polska energetyka nie jest magicznie odporna na zmiany klimatyczne i nie jest żadną „zieloną wyspą”. Wysokie temperatury i susza jednocześnie ograniczają dostępność wody, podnoszą jej temperaturę, zwiększają zużycie energii na chłodzenie i klimatyzację, a także obniżają sprawność bloków i części infrastruktury sieciowej. A lepiej z klimatem już nie będzie, z każdym dziesięcioleciem warunki pracy systemu elektroenergetycznego będą coraz trudniejsze.

Polski przypadek to tylko jeden z wielu. O wiele bardziej dramatyczna sytuacja występuje np. na Węgrzech i Rumunii.

Pod koniec lipca 2026 roku rumuński operator energetyczny rozpoczął kontrolowane wyłączenie pierwszego bloku elektrowni Cernavodă, tłumacząc to „bardzo niskim, bezprecedensowym poziomem Dunaju” oraz działaniem procedur przewidzianych w przypadku poważnej suszy. Do 4 sierpnia w eksploatacji pozostał już tylko jeden z dwóch reaktorów. Władze podjęły próbę utrzymania dopływu wody, wysadzając skały i budując tymczasowe konstrukcje kierujące nurtem w stronę ujęcia elektrowni. W normalnych warunkach Cernavodă dostarcza około jednej piątej całej rumuńskiej produkcji energii elektrycznej. Oznaczało to, że skutki dla systemu były znacznie poważniejsze niż w przypadku podobnej sytuacji w Polsce.Dunaj opadł tak nisko, że zagrożona została możliwość zapewnienia odpowiedniej ilości wody dla chłodzenia reaktorów.

Jeszcze poważniejsza sytuacja wystąpiła w węgierskiej Paks. Elektrownia, która w normalnych warunkach ma około 2 GW mocy i odpowiada za blisko połowę produkcji energii elektrycznej na Węgrzech, 4 sierpnia jej moc spadła do ok. 240 MW, czyli 12 proc. normalnego poziomu. Pełnego wyłączenia elektrowni udało się uniknąć, ale zachowano jedynie bardzo mały margines bezpieczeństwa.

Nie chodzi tu o straszenie, ale wykazanie, że zmiany klimatyczne będą wywoływać coraz większą presję na każdy obszar naszego życia, także na system energetyczny. Nie ma jednego technicznego tricku i prostej metody na obejście tego problemu. A wraz z postępem kryzysu klimatycznego będzie oczywiście coraz gorzej i coraz większa będzie wywierana presja, adaptacja będzie coraz droższa i powstanie oczywiście kwestia selekcji na tych, których stać i na tych których nie stać.

Skoro dziś dochodzi do pracy tego systemu na granicy wytrzymałości, co się stanie w przyszłości? Wątpię, czy kwestia nawarstwiających się problemów w czasie jest poważnie traktowana, zwłaszcza przez polityków, dla których zawsze najważniejsze są najbliższe wybory, a nie myślenie i działanie strategiczne. W dodatku spora część tych polityków miesza ludziom w głowach opowiadają bajki na temat klimatu, żeby ugrać parę punkcików w wyborach.

Nie jesteśmy gotowi na to, co nadchodzi.

Xavier Woliński


Niezależna publicystyka wymaga wsparcia społeczności, by mogła pozostać otwarta dla wszystkich i bez paywalli.
Jeśli cenisz moją pracę, dołącz do grona osób, dzięki którym powstaje.