Restauratorzy uratowani! A było blisko zapaści, załamania, końca, drugiej Grecji! Rząd bez wielkiego szumu wycofał się z wprowadzenia przepisu, który wprowadzał obowiązek podawania za darmo (olaboga!) przez lokale gastronomiczne kranówki spragnionym.
Biznes od miesięcy jęczał, że to będzie dramat, że wzrost cen przekroczy wszelkie wskaźniki, a w ogóle ta woda to niedobra jest i tak dalej (pisałem o tym w czerwcu). Ale rząd w ostatnim momencie powykręcał sobie nawzajem ręce w tym zawistnym zamachu na przedsiębiorczość, na zaradnych, na zamożnych!
Swoją drogą trochę to ujawnia, co spora część tej branży myśli o nas klientach. Nie jako gościach, ale jako wyłącznie źródle zysku, chodzących workach z pieniędzmi. Nie wszyscy tak mają, bo niektórzy już podają darmową wodę z kranu na życzenia, ale ci najgłośniejsi w mediach tak zaprezentowali całą branżę: jak zwykłych dusigroszy.
Można było mówić o tym, że to rozwiązanie znane z wielu krajów, w tym z bardziej rozbudowaną kulturą kulinarną i nie doprowadziło to do masowych bankructw. Jest to po prostu element tejże kultury od lat.
Ale to także element naszej, lokalnej kultury. Tyle że kultury turystycznej. Jakoś w wielu schroniskach górskich, nawet dziś w czasach rozszalałego kapitalizmu, można dostać za darmo nie tylko wodę, ale wręcz wrzątek. Czyli w tej kulturze, stojącej najwidoczniej wyżej od polskiej kultury nazwijmy to mieszczańskiej, czy może burżuazyjnej po staremu lepiej by pasowało w tym kontekście. Tam nie tylko trzeba włożyć wysiłek w podanie, ale jeszcze zużyć energię do podgrzania. W warunkach górskich, gdzie o wszystko jest znacznie trudniej i jest zazwyczaj droższe niż na nizinach. A jednak zwyczaj przetrwał, choć niestety nie wszędzie. Nie doprowadziło to do masowego załamania się branży.
To jest po prostu część nazwijmy to „infrastruktury bezpieczeństwa”. W górach to jest oczywiste, że wrzątek może komuś uratować zdrowie. W czasach kryzysu klimatycznego szklanka chłodnej wody pełni tę samą rolę. Dla mnie fakt, że ktoś nie odmawia tej szklanki mówi w zasadzie wszystko o lokalu. Co o nas myślą właściciele. Prawdopodobnie tak samo traktują przygotowanie jedzenia, czyli wyłącznie jako źródło zarobku, bez elementu gościnności. Kupić tanio, sprzedać drogo, i najlepiej wmówić, że na bazie produktów z najwyższej półki.
Szklanka wody dla mnie jest wówczas testem, czy mam do czynienia z ludźmi, którzy myślą o moich potrzebach, czy tylko przeliczają na złotówki. Proponuję sprawdzać to od teraz bardziej regularnie: pytajmy o tę wodę, nawet jeśli nie chcemy z tej opcji skorzystać. Skoro tak bohatersko zwalczyli ten przepis, dzięki swojej, zbyt często skutecznej, presji na rząd, możemy wymusić na nich oddolnie dostosowanie się do kultury. Albo się dostosują, albo niech plajtują. Naprawdę, płakać za takimi oberżystami nie warto.
Xavier Woliński
Niezależna publicystyka wymaga wsparcia społeczności, by mogła pozostać otwarta dla wszystkich i bez paywalli.
Jeśli cenisz moją pracę, dołącz do grona osób, dzięki którym powstaje.