Wolność po konfederacku

barbwire on fence Photo by Enes Beydilli on Pexels.com

Sławomir Mentzen ogłosił się jako zwolennik przywrócenia poboru do wojska.

„Gdyby Ukraina opierała się na armii zawodowej, upadłaby jakieś 4 lata temu. Ukraina broni się tylko dlatego, że ma pobór. Jest rzeczą niepojętą, że w sytuacji, gdy każdy może sobie zobaczyć i poczytać, jak wygląda wojna na Ukrainie, ktokolwiek jeszcze mówi jakieś absurdy o armii wyłącznie zawodowej.

W przypadku wybuchu wojny, młodzi ludzie i tak zostaną wcieleni do armii. Nie zdążą uciec za granicę. To w ich najlepszym interesie, jest się do tego przygotować. Znacznie zwiększy to ich szanse na przeżycie.

Gdy miliony ludzi ruszą na zachód, a wojsko potrzebować będzie dróg dla swoich potrzeb, korki zrobią się tak gigantyczne, że ciężko będzie wyjechać z miasta, a co dopiero dotrzeć do Niemiec. Mało komu uda się uciec” – napisał na X.

Już wywołuje to awantury wewnątrz „elektoratu Iksowego”. „Wolnościowcy” oczywiście może i by byli za przywróceniem poboru, ale najlepiej dla innych, bo oni już rozmyślają jakim samochodem najlepiej uciekać do Niemiec.

W dodatku jak płachta na byka na część nacjonal-liberałów działa porównanie do Ukrainy. A przecież „Rosja nie jest naszym wrogiem” i tak dalej. Mentzen wprowadził ewidentne zamieszanie w swoich szeregach, a skorzystać może na tym głównie Braun.

Ale moim zdaniem podstawowym celem tej dyskusji wcale nie jest „obrona przed Rosją”, co w przypadku Konfederacji wydaje mi się nieco dziwne, ale przygotowanie gruntu pod „powrót państwa narodowego na pełnej”, o czym nacjole marzą od dawna. Chodzi o to, żeby jak najczęściej mówić o możliwości i wręcz oczywistości zamykania granic. To, co nacjonalliberałów bowiem najbardziej uwiera, to wciąż szeroka możliwość migrowania polskich pracowników do innych krajów. To psuje biznes januszeksom w Polsce. Bardzo psuje. Śledziłem kiedyś fora zaludniane przez tę „sól neoliberalnej ziemi” i jak bardzo oni tęsknią za czasami, kiedy im siła robocza nie mogła łatwo uciec do jakichś Niemiec czy innej Danii.

A teraz mają świetny pretekst do stopniowego „końca lewackiej Unii, a przede wszystkim Schengen”. Ma pozostać co najwyżej przepływ towarów, ale ludzi trzeba przypisać znowu do ziemi, do gleby, do pługa i warsztatu, jak za dziada, pradziada.

Straszenie migrantami to było tylko przygotowanie gruntu, rozmiękczenie mózgów. Teraz wchodzi kolejna faza. A celem ostatecznym jest możliwość nieograniczonego wyzysku i powrotu do raju „mam na twoje miejsce dziesięciu innych, więc nie fikaj z tą podwyżką”. Kto pamięta te czasy, ten wie o czym piszę. Ja pamiętam aż za dobrze. Nie było Unii, nie było Schengen, nie było migrantów, a raj miały wyłącznie januszeksy. Dziękuję bardzo za ten powrót „państwa narodowego”.

Mam nadzieję, że choć część otumanionych konfiarzy z klasy pracującej zrozumie, że tu nie chodzi o żadną wolność, ale o zniewolenie. O ich zniewolenie. Wolny ma być kapitał, nie pracownik.

Xavier Woliński


Niezależna publicystyka wymaga wsparcia społeczności, by mogła pozostać otwarta dla wszystkich i bez paywalli.
Jeśli cenisz moją pracę, dołącz do grona osób, dzięki którym powstaje.