Prawica „broni tradycji”, dopóki tradycja nie każe chronić prześladowanych

barbed wire fence against black background Photo by Alex Dos Santos on Pexels.com

Jest kwestia, która łączy pod jednym wielkim parasolem całą polską prawicę, od KO po obie Konfederacje. To jest niechęć, czy wręcz nienawiść do praw człowieka. 3 lipca 2026 r. Sejm zgodził się na kolejne przedłużenie o 60 dni ograniczenia możliwości składania wniosków o ochronę międzynarodową stosunkiem 406 głosów do 16. Za głosowało 146 posłów KO. Za byli również wszyscy głosujący posłowie PiS oraz obu Konfederacji.

Najnowszą łajnoburzę w tej sprawie rozpętała wypowiedź Aleksandry Owcy, współprzewodniczącej Partii Razem w kanale Zero: – Jesteśmy państwem, które szczyci się przestrzeganiem praw człowieka. Jednocześnie zawieszamy migrantom prawo do ubiegania się o azyl. To, co zrobił rząd Donalda Tuska na granicy, jest skandalem, za który będą się wstydzić nasze dzieci i wnuki – powiedziała.

– W Polsce mało mówi się o tym, że pozwoliliśmy podejmować decyzję o migracji prywatnym biznesom – dodała. Na co prowadząca, Agnieszka Burzyńska, zareagowała „To chyba dobrze?”. – Dlaczego dobrze? Są firmy, często nieuczciwe, które ściągają do Polski migrantów np. z Kolumbii. Ludzie pracują w złych warunkach, nie mogą wrócić do kraju, bo nie mogą odzyskać paszportu, mają problem z zebraniem środków na bilet – odparła Aleksandra Owca.

Nienawistny zalew komentarzy, także ze strony rozmaitych „doradców lewicy” na X (którzy tradycyjnie przejmują się rzekomo lewicą, choć już wcześniej ogłosili, że popierają nową partię Mateusza Morawieckiego) skupił się nie na wypowiedzi Burzyńskiej z kanału Zero, ale na słusznej obronie prawa do azylu ze strony Owcy wraz z krytyką praktyk biznesu. Co jest stanowiskiem zresztą nie tylko lewicy, ale nawet prawicy spod znaku chrześcijańskiej demokracji (ma to zaś związek z oficjalnym stanowiskiem Kościoła katolickiego), która najwidoczniej idzie w odstawkę w starciu ze skrajną konkurencją podsycaną przez algorytmy big techów.

Doszliśmy do momentu, w którym straszy się, że sama obrona prawa do wniesienia wniosku ochronę międzynarodową jest skandalem i pluciem w twarz Polakom. Prawica widzę stacza się w tempie niebywałym. Od obrony prawa do schronienia dla dziesiątków tysięcy (muzułmańskich) Czeczenów do zakazu nawet wspominania półgębkiem o azylu. A wszystko to po obejrzeniu spreparowanych i podkręconych do absurdu filmików w internecie.

Cała prawica popiera zniesienie prawa do azylu i jednocześnie ta sama prawica, która uwielbia odwoływać się do tradycji „chrześcijańskiej”, czy „grecko-rzymskiej”. A prawo do azylu ma właśnie taki starożytny rodowód. Greckie „asylon” oznaczało miejsce chronione przed przemocą lub zajęciem. „Asylos” znaczyło w przybliżeniu „nienaruszalny”. Zarówno Grecy, jak i Rzymianie znali takie „święte”, nienaruszalne przestrzenie, gdzie władza polityczna podlegała istotnym ograniczeniom. Także chrześcijaństwo od późnej starożytności ustanawiało święte miejsca, gdzie władza świecka nie sięgała i gdzie ścigany mógł się schronić. Stąd angielskie słowo „sanctuary” oznacza zarówno „sanktuarium”, jak i „schronienie”.

Warto przypomnieć, że prawo do azylu nie jest automatyczne. W obecnej praktyce jest ograniczone do prawa do rozpatrzenia wniosku o ochronę międzynarodową. Co polega na sprawdzeniu, czy faktycznie dochodzi w danym kraju do prześladowań i czy faktycznie dana osoba z tego kraju pochodzi. A prawo do pobytu wcale nie jest łatwe i wygodne do uzyskania.

Prawica oczywiście rzekomo odwołuje się do jakichś „tradycji” (głównie wymyślanych lub sklejanych na poczekaniu w zależności od bieżących politycznych potrzeb, w celu skonstruowania partyjnego przekazu dnia), a tak naprawdę depcze starożytne prawa. Dla mnie to nie żadna obrona, ale raczej wykolejenie tradycji w imię nacjonalistycznych obsesji.

Po wielkich wojnach wywołanych przez imperializmy i nacjonalizmy, stworzyliśmy jako ludzkość kilka praw, w tym Konwencję dotyczącą statusu uchodźców z 1951 r, które zabraniały wyrzucania ludzi do krajów, gdzie mogło im grozić prześladowanie lub cierpienie. Miało to swoje racjonalne podstawy. Choćby takie, że nigdy nie wiesz, czy sam nie będziesz zmuszony korzystać z tych praw. W XX wieku wojny niszczyły życie i przepędzały zarówno ofiary, jak i w końcu także sprawców. Zaraz po jej zakończeniu była większa świadomość tego, że prawa pozornie ustanawiane dla innych, mogą dotyczyć w końcu także ciebie.

Teraz im dalej od hekatomby wojennej coraz mniej się o tym pamięta. Wojna albo prześladowanie zawsze dotyczy jakichś innych, gdzieś daleko. Coraz mniej osób także empatyzuje z cierpiącymi, bo sami tego cierpienia nie doświadczyli.

A Polacy jak nikt inny powinni być pierwszymi obrońcami prawa do azylu, biorąc pod uwagę, że sami bardzo intensywnie z prawa do schronienia korzystali. Od kolejnych fal uchodźców po powstaniach w XIX wieku (przykładowo gdyby państwa europejskie nie udzieliły schronienia uchodźcom z Polski, nie byłoby Pana Tadeusza i III części Dziadów, ani znacznej części dzieł Chopina) po masową migrację ponad stu tysięcy Polaków do muzułmańskiego (!) Iranu w czasie II wojny światowej oraz emigrację polityczną i w jeszcze większym stopniu zarobkową pod koniec XX wieku. Polacy to wieczni migranci, którzy pod wpływem medialnej mody postanowili podważyć międzynarodową ochronę praw uchodźców, na czele z prawem do azylu. Ponieważ złudnie sądzą, że dotyczyć to będzie wyłącznie innych.

Dodatkowo zawieszając prawo do azylu państwo samo wypycha, może celowo, ludzi w łapy przemytników. Ludzie nie znajdując legalnych ścieżek ucieczki, sięgają po innego rodzaju metody. Państwo, które tyle lubi opowiadać o bezpieczeństwie, samo zrzeka się kontroli nad migracją. Ale może o to właśnie chodzi, bo celem jest oddanie kontroli nad migracją biznesowi?

Dodatkowo ta sytuacja tworzy niebezpieczny precedens. Jeśli rząd może sobie dowolnie bezterminowo zawieszać prawa podstawowe, zapisane w Konstytucji czy Karcie praw podstawowych Unii Europejskiej, to dlaczego za chwilę nie ma zawiesić innych praw pod jakimś pretekstem? Taki jest moim zdaniem podstawowy cel tego zawieszenia prawa do azylu, czyli testowanie czy w ogóle można zawieszać prawa podstawowe. Jak widać test dla rządzących przeszedł pomyślnie, opór jest znikomy. Potem znajdzie się pretekst na zawieszanie kolejnych, np. podając jako pretekst kwestie „bezpieczeństwa”, czy „ochrony małoletnich” (to ostatnio dwa ulubione rzekome powody dla ograniczania naszych praw przez rządzących). Dasz palec i nie skończy się nawet na ręce, bo państwo, czy też jego elity rządzące i biurokracja dąży do kontrolowania całości naszego istnienia.

Warto też na koniec zbić argument, jakoby prawo do azylu miało powodować otwarcie bram dla masowej, wielomilionowej migracji. W 2025 r. wszystkie państwa UE przyznały status ochronny 361 325 osobom, w tym status uchodźcy otrzymało tylko 184 455 osób. To nie wygląda na miliony, ale raczej liczbę wręcz żałośnie niską. Na pewno nie ma tu mowy o żadnym istotnym wpływie na rynek pracy. O wiele więcej sprowadza do UE ludzi biznes i trzyma potem w swego rodzaju obozach pracy.


Niezależna publicystyka wymaga wsparcia społeczności, by mogła pozostać otwarta dla wszystkich i bez paywalli.
Jeśli cenisz moją pracę, dołącz do grona osób, dzięki którym powstaje.