Nasza rewolucja, ich spisek. Kiedy geopolityka zastępuje analizę społeczną

wooden mannequin holding a colorful world globe Photo by Valentin Ivantsov on Pexels.com

Krąży w internecie taki obrazek, który nawet mnie rozśmieszył, choć drwi z części radykalnej lewicy. Na górze obrazka typek w czapce z czerwoną gwiazdą na widok protestów w krajach Zachodu wykrzykuje „Niech żyje rewolucja!”. Ten sam człowiek na dolnym obrazku na widok protestów np. w Rosji, Chinach, czy Afryce krzyczy: „Kolorowa rewolucja CIA!”.

Nie da się ukryć, że zwłaszcza na Zachodzie takich „lewicowców” trochę jest. Tak się kończy autorytaryzm i państwocentryzm, kiedy człowiek odrywa się od analizy bazy, procesów i ruchów społecznych, rozmaitych sprzeczności systemowych, a zaczyna wszystko upraszczać do prostych hasełek i dwuwartościowego rozumowania. Irańczycy, Rosjanie czy Chińczycy przestają być podmiotami politycznymi, tracą autonomię. Ich niezadowolenie w tej optyce interpretuje się przede wszystkim jako efekt manipulacji zagranicznych służb. Potem już z górki, czyli uzasadnianie represji państwowych, rządów „silnej ręki”, centralizmu państwowego itd.

Występuje tu sprzeczność w części antyimperialistycznej lewicy, polegająca na tym, że deklaruje ona solidarność z uciskanymi, pod warunkiem, że nie buntują się przeciwko państwom skonfliktowanym z USA. Paradoksalnie nawet ich antyamerykanizm okazuje się skrajnie amerykanocentryczny. Reszta świata istnieje wyłącznie jako przedmiot amerykańskich machinacji.

To oczywiście nie znaczy, że służby amerykańskie czy innych krajów nie próbują wykorzystywać realnych konfliktów społecznych. Wykorzystywały i wykorzystują, często nawet się z tym szczególnie nie kryją. Ale sprowadzanie całej historii, większości procesów społecznych i ekonomicznych do rozgrywek między służbami nie ma nic wspólnego z analizą lewicową, a zwłaszcza marksistowską. Naprawdę śmieszą mnie amerykańscy lewicowcy, którzy tłumaczą mi, że upadek ZSRR i PRL to był „spisek CIA”. Coś ten Związek musiał być bardzo słaby i miękki sporo masowo, nie wiadomo jakim sposobem, bez szerokiej opozycji i dostępu do mediów, CIA zdobyła wpływ na miliony. Magia.

Ale występuje też odwrócenie tej narracji w postaci liberalnego centrum. Następuje na tym obrazku zamiana miejsc. Liberalny typek krzyczy „Niech żyje demokratyczna rewolucja!” kiedy widzi protesty poza światem Zachodu w krajach rządzonych przez przeciwników. Natomiast gdy protesty wybuchają w krajach kapitalistycznego centrum, oczywiście krzyczy coś o spisku rosyjskich czy chińskich służb.

W ten sposób protesty we Francji czy Hiszpanii nie mają już własnej wewnętrznej dynamiki i przyczyn, ale stają się działaniem obcej agentury. I tutaj też oczywiście można udowodnić, że w sieci działają rosyjskie trolle, służby coś próbują ugrać. Ale nie są przyczyną protestów, co najwyżej próbują na nich trochę popłynąć.

Dla liberalnego centrum takie tłumaczenie jest bardzo wygodne, bo od lat pozwala unikać odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, że właśnie ulega załamaniu. Brak tej refleksji i zastępowanie głębszej analizy społeczno-ekonomicznej „geopolityczną” paplaniną powoduje, że z każdym cyklem coraz bardziej pogrąża się w kryzysie i wygląda jak dogorywająca gerontokracja. Podobnie zresztą jak ich przeciwnicy z Rosji czy Chin.

Wspaniale te narracje się uzupełniają i wzajemnie nakręcają. A uważam to nie tylko za tanią, choć funkcjonalną, propagandę, ale przede wszystkim przejaw kompletnego upadku intelektualnego. Ale to jest tylko kolejny przejaw rozkładu systemowego. Będzie tego tylko więcej w najbliższych dziesięcioleciach.

Xavier Woliński


Niezależna publicystyka wymaga wsparcia społeczności, by mogła pozostać otwarta dla wszystkich i bez paywalli.
Jeśli cenisz moją pracę, dołącz do grona osób, dzięki którym powstaje.