W Niemczech walczą o mieszkania i szkoły. W Polsce trwa prawicowy cyrk

Foto: Axel Hindemith

Po Francji, Hiszpanii przyszła kolej na Niemcy. W sobotę odbyły się masowe demonstracje zorganizowane przez młodzież pod hasłem Gen Z regelt. W całym kraju mogło wziąć w nich udział ponad sto tysięcy osób.

Protesty odbyły się w ponad 30 miastach w całych Niemczech. Między innymi w Berlinie, Kolonii, Frankfurcie nad Menem, Monachium, Lipsku i Dreźnie. Protestujący wyrażali niezadowolenie z rosnących kosztów życia, kryzysu mieszkaniowego, niedofinansowania edukacji, planów przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej, czy nierówności społecznych. Wśród postulatów pojawiały się także kwestie klimatyczne.

Gdzieniegdzie, zwłaszcza we Frankfurcie, Hamburgu, Berlinie i Kolonii, doszło do starć z policją, co oczywiście wywołało gniew internetowej prawicy, która oczywiście zaczęła oskarżać o wywołanie protestów „migrantów”. Straszono także oczywiście „lewactwem” oraz snuto wizje „upadku Europy”.

Tak sobie myślę, że skoro migranci walczą o poprawę sytuacji mieszkaniowej, protestują z powodu rosnących kosztów życia i niedofinansowania edukacji, to raczej jest dowód na to, że sprawy zwykłego człowieka leżą im bardziej na sercu niż np. rządzącej prawicy. Jeśli zaś symbolem upadku Europy jest walka o poprawę warunków życia, to ja bardzo sobie życzę takiego „upadania”, bo to właśnie takie „skandaliczne” dla naszej prawicy wynalazki jak powszechna opieka zdrowotna, zabezpieczenie chorobowe i wypadkowe, ośmiogodzinny dzień pracy (tak wiem, w wielu branżach wciąż czeka na realizację), wolne weekendy (bez których nie byłoby słynnych „piąteczków”), pojawiły się nie z dobroci władców, czy hojności kapitału, ale w wyniku takich właśnie, a nawet znacznie bardziej gwałtownych protestów.

Prawicowa narracja, która to krytykuje całkowicie się już pogubiła. Ale trudno się dziwić, skoro europejska prawica jest już tak zamerykanizowana, że wzorcem są USA, które rzekomo „nie upadają tak jak Europa”, a gdzie zwykli pracujący ludzie śpią w namiotach i przyczepach kempingowych mimo że harują po kilkanaście godzin. O leczeniu poważniejszych chorób mogą zapomnieć, bo nie mają często odpowiedniego ubezpieczenia. Dziękuję bardzo. Wolę jednak tę „upadającą Europę” pod tym względem.

Tak więc w wielu krajach masowo walczą o swoje, a w Polsce mamy jakiś prawicowy cyrk i emeryckie przepychanki od dziesięciu lat pod Trybunałem Konstytucyjnym. A młodzież niestety wyjdzie masowo na ulicę, jak Mentzen na TikToku powie, że podwyższą podatki dla bogatych „przedsiębiorców”. Mimo że mamy poważne problemy w ochronie zdrowia, edukacji, czy opiece, to takich protestów nie będzie. Co daje sygnał klasie politycznej, że może dalej zajmować się trzeciorzędnymi sprawami.

Xavier Woliński


Niezależna publicystyka wymaga wsparcia społeczności, by mogła pozostać otwarta dla wszystkich i bez paywalli.
Jeśli cenisz moją pracę, dołącz do grona osób, dzięki którym powstaje.