Kiedyś coś ironicznego bym napisał na temat tego cyrku wokół Trybunału Konstytucyjnego, którego nową odsłonę serwuje nam POPiSowa (kiedyś pisanoby „postsolidarnościowa”) prawica. Ale jestem autentycznie tym zmęczony. Mam naprawdę już ich wszystkich powyżej uszu.
Mamy mnóstwo narastających problemów, którymi pilnie trzeba się zająć. Ochrona zdrowia ulegająca „spontanicznej prywatyzacji”, kryzys klimatyczny, wojnę na wschodzie, wojnę na południowym wschodzie, wysokie ceny nośników energii, rosnącą biedę wśród dzieci, gwałtowne przemiany technologiczne, które mogą wywołać kolejny globalny kryzys gospodarczy, słabą dostępność mieszkań w przystępnych cenach, koncentracja bogactwa i własności niespotykaną w historii, starzenie się społeczeństwa i związaną z nim lukę w systemie opieki… Mógłbym długo wymieniać. W kółko o tym przecież tu piszę. Ale czuję frustrację i czasem nawet jakieś początki wypalenia, bo odnoszę wrażenie, że wszystko krew w piach.
Teraz role się odwróciły i kto inny jest „obrońcami demokracji”, a kto inny chce „przywracać praworządność”. Być może dlatego, żeby jakiś TK przyklepał zawieszanie azylu, nie wiem. Od dawna mój stosunek do funkcji Trybunału Konstytucyjnego jest krytyczny i był taki jeszcze przed 2015 rokiem. Choćby z powodu roli jaką ta pozornie apolityczna grupa prawników odegrała w utrwaleniu zakazu aborcji (z minimalnymi wyjątkami). To się działo długo przed wyrokiem Przyłębskiej. 28 maja 1997 roku Trybunał Konstytucyjny, uznał za niekonstytucyjną możliwość przerywania ciąży z powodów społecznych, którą wprowadziła nowelizacja lewicy z 1996 roku. To nigdy nie było jakieś półboskie ciało ponad ideologicznymi sporami nas maluczkich, tylko stojące na straży konserwatywnego status quo ciało reprezentujące opinie relatywnie konserwatywnego środowiska.
Ale teraz to już są rozważania i tak czysto teoretyczne, ponieważ od dawna TK nie pełni swojej roli i de facto nie istnieje. Prawica go sama rozszarpała i nie ma o czym dyskutować.
Niektórzy twierdzą, że chodziło o „przywrócenie roli TK”. Otóż to już nie wróci, ponieważ nie ma i nie będzie jeszcze bardzo długo powszechnego konsensusu na temat obsady tego ciała i już nie wróci także złudzenie jego „neutralności”, które dominowało wcześniej. Każda kolejna władza będzie próbowała „odzyskać” ten organ. Nie ma żadnego pola do konsensusu. Mamy za to żenujące przepychanki prezydenta z sędziami.
Kiedyś myślałem naiwnie, że takie sceny „żenują centrum”, ale dość szybko zorientowałem się, że u nas nie ma żadnego „centrum”. Trzeba sobie uzmysłowić jedno. Mnóstwo ludzi, zwłaszcza tych bardziej zaangażowanych politycznie, lubi przemoc. Lubi oczywiście przemoc „swoich”, a krytykuje przemoc przeciwników. Stąd kiedy jedna strona jest w ofensywie i używa np. policji, to jej zwolennicy mają radość, że „przywracany jest porządek”, potem gdy druga strona używa przemocy, jej zwolennicy dostają ekstazy. Wczoraj w internecie, zwłaszcza na X, gdzie jest najwięcej wzmożonych politycznie, były całe fale radości a to jednej, a to drugiej strony w zależności od tego, kto akurat wydawał się być w ofensywie. Jak na meczu. Niektórzy byli wręcz rozczarowani, że „tak słabo”, za mało przemocy.
Żałosne w tym kontekście wydają się krytyki „lewactwa”, które czasem protestuje gwałtownie. Przy czym niemal zawsze te protesty dotyczą czegoś konkretnego, np. warunków życia, jak w Hiszpanii czy Francji. Wtedy ci sami, którzy dziś emocjonują się nagą siłą, potępiają „lewacką przemoc”. A potem 11 listopada ci sami ludzie nie widzą przemocy na marszach.
Albo że „lewactwo” rzekomo zajmuje się „drugorzędnymi problemami”, bo ośmiela się stawać także w obronie mniejszości. A potem ci sami ludzie odwalają cyrk pod instytucją, która jest już pustym pniem, wydmuszką, martwą od dawna strukturą. Echem liberalnych marzeń. Świata, który już nie istnieje i nie wróci.
Na razie bawią się nieźle naszym kosztem. Dwóch starszych panów sprawnie przywróciło rozłażącą się ostatnio polaryzację. Na jakiś czas. Obie Konfederacje, a nawet „rozłamowcy” z Rozwoju Plus grzecznie przybiegli na wezwanie Prezesa. Mamy piękne foty, jak bronią „konstytucji” razem z Braunem, który zrobił sobie selfie z rozradowanym Kaczyńskim. Jak widać na ulicy wykuła się nowa mroczna koalicja. Prawica ciągle się przepoczwarza w nowe formy i każda kolejna jest bardziej dziwaczna i odklejona od poprzedniej.
Przy okazji ciekawe czy Tusk w końcu zrozumie przekaz ze strony Konfederacji, czy nawet czarna polewka mu nie wystarczy? Jego zaloty co najwyżej będą służyć podnoszeniu pozycji przetargowej Konfederatów w dyskusjach z PiS, ale ich nie pozyska. Przymilanie się do nich, dziwne zwroty na prawo nic nie dają oprócz normalizacji obu Konfederacji w sondażach. No, ale prawicowiec zostanie prawicowcem, więc otrzeźwienia się nie spodziewam.
Nowa polaryzacja ma ten sam cel co stara. Zgnieść wszystko co pomiędzy, dlatego konfiarze wyglądali jakby wprosili się na obiad na którym sami mają być daniem. Lewica, nawet ta rządowa, jak na razie zachowała zdrowy dystans.
Innego wyjścia nie ma. W czasach narastającego powszechnego odklejenia od rzeczywistości, ktoś musi trzymać się gleby, ziemi, bazy. Ktoś musi, żebyśmy wszyscy już do reszty nie odpłynęli…
Xavier Woliński
Niezależna publicystyka wymaga wsparcia społeczności, by mogła pozostać otwarta dla wszystkich i bez paywalli.
Jeśli cenisz moją pracę, dołącz do grona osób, dzięki którym powstaje.