Na weekend polecam mój wywiad z kuratorkami bardzo ważnej dla mnie wystawy o byłych Państwowych Gospodarstwach Rolnych. Nie powiem, że wystawa zrobiła mi całkowitą rewolucję w głowie, ale raczej potwierdziła moje przeczucia, że „to nie tak musiało być”.
Tekst jednak nie jest całkowicie pesymistyczny, bo można rozwalić np. zabudowania inwentarskie, siłowo, często bez planu i sensu, rozwiązać odgórnie zakłady pracy jednym pociągnięciem pióra w warszawskim gabinecie, ale człowieka już nie jest aż tak łatwo wykończyć i pozbawić godności.
Sporo wysiłku włożyłem w jego przygotowanie. Żeby przekonać się, jak wygląda sytuacja na własne oczy, pojechałem nawet do Kietrza, gdzie funkcjonuje „ostatni PGR” w Polsce, który nie poddał się „dziejowej konieczności”, którą wdrażała neoliberalna władza. Dziś prosperuje zarówno kombinat rolny, jak i samo miasteczko. Wbrew wszystkiemu.
A jeśli ktoś z was ma mgliste wyobrażenie na temat byłych PGR-ów, zachęcam szczególnie do lektury.
Jak dziś wyglądają dawne PGR-y? „Trzeba było przyjechać 20 lat wcześniej”