Prawicowy kosmopolityzm

airplane over world map on blackboard Photo by Andrea Piacquadio on Pexels.com

Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości, jakoś nie spieszy się do powrotu na łono umiłowanej ojczyzny. Najpierw udał się na długą wycieczkę do Węgier, a teraz kiedy klimat polityczny uległ zmianie, odnalazł się na lotnisku Newark w New Jersey w USA.

Warto przypomnieć, że polska prokuratura dąży do postawienia mu szeregu zarzutów związanych z funkcjonowaniem Funduszu Sprawiedliwości (w tym dotyczących działania w grupie przestępczej i sprzeniewierzenia środków publicznych). Obecny minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział podjęcie działań: „Nie ustaniemy w działaniach, by on [Zbigniew Ziobro] oraz pan Marcin Romanowski odpowiedzieli przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Zwrócimy się do USA i Węgier z pytaniem o podstawy prawne, które umożliwiły Zbigniewowi Ziobrze opuszczenie terytorium Węgier i wjazd do Stanów Zjednoczonych mimo braku ważnych dokumentów” – napisał w serwisie X.

Młyny sprawiedliwości mielą w tym wypadku wyjątkowo powoli, więc nie wiadomo, jak to się skończy.

Swoją drogą, jak to jest, że najwięksi patrioci, którzy za Polskę oddaliby podobno wszystko, a jednocześnie ostro krytykują migrację, tak chętnie opuszczają kraj i zamieniają się sami w migrantów? Zawsze mnie to zastanawia, jak łatwo im to przychodzi i nie widzą tu żadnych sprzeczności. Kiedy już nacjonaliści zamkną wszystkie granice, oczywiście nie będzie to dotyczyło ludzi ze świecznika. Ci będą podróżować dalej swobodnie.

Warto to zapamiętać: kontrola granic i nacjonalizm jest dla ciebie szary pracowniku, dla elit mamy otwarte granice i prawicową odmianę kosmopolityzmu i hulania po świecie. To całe „narodowe wzmożenie” to jest jeden z największych propagandowych szwindli, jakie wymyślono w elitach. Niektórzy jednak dalej naiwnie wierzą, że to wszystko dla dobra przeciętnego człowieka.

A przecież to jest kolejna odmiana zjawiska pojawiającego się w różnych formach przez stulecia. Chłop miał być przypisany do ziemi i nie miał prawa postawić nogi poza włościami dziedzica. W tym samym czasie arystokracja tworzyła kulturę opartą na wiecznych wojażach, biesiadowaniu i wzajemnym odwiedzaniu swoich dworków oraz pałaców. Podróżowali swobodnie za granicę, skąd przywozili te swoje makaronizmy i francuszczyznę. I wszystko to robili oczywiście w imię patriotyzmu.

Ludzie w te bajania dalej wierzą, niestety.

Xavier Woliński