Pogoda dla rewolucjonistów, czyli nadzieja po katastrofie

Fot. Maciek Zygmunt

Jest piąteczek, więc może zamiast typowego sztorcowania polityków i kapitału, napiszę wam podsumowanie z Non Fiction Festiwal w Gdyni, na którym występowałem w weekend.

Tym razem dyskutowaliśmy, jak już zapewne wiecie, z Przemysławem Wielgoszem o jego książce Pogoda dla rewolucjonistów, która idzie pod prąd doomerskim wizjom ostatecznej zagłady. Spotkanie okazało się frekwencyjnym hitem festiwalu, więc jest potrzeba na tego rodzaju spojrzenie i tego rodzaju dyskusje.

Książkę polecam, stanowi dobrą bazę do własnych poszukiwań i przemyśleń. Sama dyskusja zaś była dobrym wprowadzeniem do niej. Praca może onieśmielać rozmachem osoby, które nie są zaznajomione z teoretyczną bazą, na której się opiera, czyli m.in. teorią systemów-światów, czy najnowszej jej odnodze: teorią ekologii-świata. Globalny kapitalizm nie jest tu postrzegany tylko jako układ sieci handlowych i finansowych, ale jako globalny organizm nierozerwalnie wczepiony w przyrodę i „sieci życia”, który rozwija się poprzez pochłanianie i dewaluację zasobów środowiskowych.

Do tego rodzaju analizy niezbędne jest szerokie spojrzenie na czaspoprzestrzeń danego systemu. Jednocześnie mimo wielowątkowości i rozwidleń wprowadzanych przez autora w czasie dyskusji, udało nam się wydobyć wątek przewodni tej książki, czyli odwrócenie strategii, którą stosują na nas władcy tego świata, a mianowicie wykorzystywaniu katastrof naturalnych do przykręcania nam śruby. Wielgosz stara się udowodnić w Pogodzie dla rewolucjonistów, że klasa pracująca, czy szerzej „lud” mogą dokonać odwrócenia tej strategii i wykorzystać klęski i kryzysy (niejednokrotnie pozornie tylko) „naturalne” przeciwko swoim panom. Takich przykładów podaje sporo w książce różnych punktach historii. Nie będę tu ich streszczał, żeby nie psuć przyjemności z lektury. W każdym razie, jeśli od początku zna się cel tej książki, te wszystkie opowieści splatają się w jedną spójną historię, prowadzącą nas do bardzo konkretnych wniosków praktycznych tu i teraz.

Cały festiwal ociekał wręcz od wspaniałych dyskusji i tematów. Wystarczy przejrzeć program. Gratuluję organizatorkom i organizatorom. Może wręcz przegięli z atrakcjami, bo dosłownie nie było, kiedy iść coś zjeść. Ciężko nawet próbować to streścić w kilku słowach, ale większość spotkań jest nagrana, więc można się zapoznać, choć wspaniałej atmosfery tego wydarzenia nie da się poczuć z ekranu.

Xavier Woliński