Pobite dziecko? „Ha ha”

a laughing emoji with tears over blue surface Photo by Ann H on Pexels.com

Dziękuję osobom, które pod moim poprzednim tekstem o pobiciu ukraińskiego dziecka przez dorosłego faceta zostawiły reakcję „ha, ha” na Facebooku. Naprawdę, znakomita ilustracja do tego tekstu.

Pisałem o tym, że algorytmy społecznościówek części populacji zrobiły wodę z mózgu i nakręciły agresję wymierzoną w obcych (przy czym obcym dla nich jest nie tylko np. uchodźca, ale każdy, kto nie podziela ich wizji świata). Reakcje pod taką treścią dostarczają tylko dowodów na to, o czym był tamten tekst.

Już dawno chciałem się do tego zjawiska odnieść, bo akurat u mnie jest tego relatywnie mało, ale w tzw. szerokim internecie często te reakcje przeważają. Już kilkukrotnie zastanawiałem się, jak można dać reakcję „ha, ha” na informację o pobiciu dziecka? O pobiciu kogokolwiek, tylko dlatego, że nie wpasował się w czyjąś wizję „normy”? Co trzeba mieć we łbie?

Tak to działa. Najpierw pojawia się nieustanne powtarzanie, że dana grupa jest winna niemal wszystkiemu. Potem każdy jej przedstawiciel przestaje być konkretnym człowiekiem, a staje się reprezentantem zbiorowej kategorii. Wtedy pobity nastolatek nie jest już pobitym nastolatkiem, jest „Ukraińcem”, który odpowiada już nie tylko za siebie, ale także za cały bagaż historycznych konfliktów odgrzewanych i podgrzewanych przez polityków. Odpowiada też za bieżącą politykę władz Ukrainy.

Gdyby coś takiego spotkało Polaka w Niemczech albo Anglii to by była awantura na cały kraj. Np. jakby Niemcy zaczęli atakować Polaków za wyczyny „obrońców granic”, to by oburzali się ci sami ludzie, którzy teraz mi tu heheszkują. Wiadomo, jak my robimy, to jest uzasadnione, jak nam robią, to jest skandal. Tyle że w każdym kraju podobne nacjonalistyczne koncepcje się rodzą w głowach niektórych, więc jeśli dalej Europa będzie się staczać w nacjonalistyczno-ksenofobicznej magmie, skończy się też częstszymi atakami na Polaków w innych krajach, a jest ich wszędzie mnóstwo, bo Polacy migrują z przyczyn ekonomicznych na potęgę, choć innym próbują tego zakazać.

Czasem zaglądam na tego rodzaju profile i mniejszość wygląda na boty. Spora część miesza fotki z wakacjami, pseudofilozoficzne wynurzenia o „rozwoju osobistym” z szerowaniem antimigranckich treści. Sporo z nich wygląda, jakby prowadziło wesołe życie klasy średniej, zagraniczne wakacje, szybki motocykl. Całkiem możliwe, że zdobycie tych cacek wymagało tak niskiego zginania karku przed szefem w pracy, że teraz muszą się wyładować swoją frustrację np. na dzieciach.

Xavier Woliński