W zeszłym tygodniu weszła w życie reforma PIP, która daje nowe narzędzia tej instytucji w kwestii przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę.
Jak już pisałem w trakcie prac nad nią, nie jest idealna, w międzyczasie została nieco osłabiona po osławionej „interwencji Tuska”, który chciał znowu grać rolę „obrońcy przedsiębiorców przed urzędnikami”. Procedura ma kilka etapów i odwołanie wstrzymuje wykonanie decyzji (choć, co warto zapamiętać, nie wstrzymuje wprowadzenia ochrony pracownika przed zwolnieniem tak jakby pracował już na podstawie Kodeksu pracy). Najpierw zwykły inspektor ma wydać polecenie usunięcia naruszenia i dać stronom możliwość zajęcia stanowiska. Dopiero gdy polecenie nie zostanie wykonane, okręgowy inspektor pracy może wydać decyzję albo skierować sprawę do sądu. Inspekcja uzyskała też szerszy dostęp do danych ZUS i możliwość wymiany informacji z ZUS oraz administracją skarbową, co budzi już grozę wśród wielu właścicieli.
Dodatkowo pozostają kwestie interpretacji przepisu definiującego stosunek pracy. Praktyka zawsze jest królową i trzeba będzie dokładnie obserwować, jak to będzie wdażane. Niemniej da się z niego skorzystać i nie jest zupełnie bezzębny, jak sytuacja wcześniejsza.
Widać to już po reakcji części zatrudniających.
Niektórzy wyrażają słowa otuchy: „Trzymajcie się przedsiębiorcy, gdy rząd obraduje zaraz „uszczęśliwi” Was jakąś kolejną głupotą lub podatkiem” (tak jakby w tym wszystkim zawsze miało chodzić o dobrostan „przedsiębiorcy”, a nigdy pracownika), albo próbują wywołać poczucie grozy i nachodzącej apokalipsy: „zatesknily komuszki, kawiorowa lewica za uraniłowką, przymusem pracy i fiskalizmem, a zapłaci za to Tusk w przyszłym roku. Trudno, niech się to wszystko zawali” oraz „Czy oni nie widzą, że te ich pomysły przyczyniają się wyłącznie do likwidacji polskich firm !!!!!!!!!”.
Pojawiają się też wezwania do walki: „Przedsiębiorcy jako chyba jedyna grupa społeczna nigdy nie wyszła masowo na ulicę i nie protestowała. Może czas najwyższy to zmienić”, są też wezwania bardziej patetyczne „Tragedia milczenia i bierności przedsiębiorców polskich. Apeluje do naszych gospodarczych sumień – zacznijmy się oddolnie angażować w plan naprawczy Polski. Koniec upokarzania narodu przez zamknięty układ polityczny”. Przekleństwa, obelgi i inne tego rodzaju wykwity pominąłem, a jest tego sporo. Wszystkie cytaty pochodzą z fanpejdży dla zatrudniających oraz serwisów gospodarczych.
Co by się działo, gdyby reforma PIP weszła w pierwotnej formie, a w dodatku jeszcze wsparta reformą Kodeksu pracy, gdzie zamknięto by rozmaite furtki interpretacyjne. Armagedon i szturm januszeksów na Warszawę.
Xavier Woliński
Niezależna publicystyka wymaga wsparcia społeczności, by mogła pozostać otwarta dla wszystkich i bez paywalli.
Jeśli cenisz moją pracę, dołącz do grona osób, dzięki którym powstaje.