Prezydent Karol Nawrocki zaskarżył część reformy PIP do Trybunału Konstytucyjnego. Dlatego, że jak domagały się związki zawodowe, powinna być ostrzejsza względem nadużyć ze strony zatrudniających? Wręcz przeciwnie. Domaga się jej osłabienia i ogarniczneia możliwości inspektorów PIP.
Jak powiedział, tak zrobił: „Cały czas mam poważne wątpliwości (…) bardzo szerokie uprawnienia PIP wobec przedsiębiorców. Państwo musi być silne – ale nie może być nadmierne w ingerencji” – powiedział prezydent w kwietniu. Wówczas co prawda reformę podpisał, ale zapowiedział skierowanie jej części do TK.
Jak się okazuje zaskarżył kluczowe punkty z perspektywy realnego stosowania tej reformy. Chodzi o możliwość wydawania przez okręgowego inspektora pracy decyzji administracyjnej stwierdzającej istnienie stosunku pracy, gdy umowa cywilnoprawna w rzeczywistości spełnia cechy umowy o pracę oraz podwyższenie grzywien za naruszanie praw pracowniczych.
Zdaniem prezydenta „aktywność PIP (…) nie potwierdza, aby problematyka zawierania umów cywilnoprawnych w warunkach umowy o pracę była na tyle prawnie doniosła i istotna społecznie, aby umożliwiać władcze oddziaływanie organów państwowych na stosunki cywilnoprawne”
I dodatkowo: „wprowadzanie czy też kształtowanie zasad umożliwiających korzystanie przez organy kontroli państwowej z nowych środków o charakterze de facto represyjnym, nigdy nie powinno przekraczać poziomu racjonalnych i niezbędnych potrzeb oraz aktualnych warunków rynku pracy. Regulacje w tym zakresie powinny wpisywać się w panującą w kraju sytuację społeczno-gospodarczą i nigdy nie powinny przekraczać poziomu niezbędnych potrzeb”.
Reforma jest dość oczywista i niczego nie zmienia w definicji, czym jest stosunek pracy, już teraz obecny w Kodeksie pracy. Chodzi wyłącznie o to, żeby zacząć wreszcie skutecznie egzekwować przepisy, które już istnieją, a są masowo omijane. Inspektor ma mieć prawo interwencji w sytuacji, kiedy w sposób oczywisty dochodzi do naruszenia praw pracowniczych. Ale wiadomo, jaką mamy „panującą w kraju sytuację społeczno-gospodarczą”. Stosunki pracy oraz prawa pracownicze są traktowane inaczej niż dotyczące np. prawa własności. Prezydent uznaje, że swoboda zawierania umów i interes zatrudniających wymagają silniejszej ochrony niż skuteczne egzekwowanie praw osób wykonujących pracę. Innymi słowy chodzi o utrzymanie dyktatury kapitału w tym kraju, a jakakolwiek próba urealnienia stosowania prawa w tej kwestii stanowi naruszenie „sytuacji społeczno-gospodarczej”.
Prezydent uznaje, że PIP już teraz ma odpowiednie uprawnienia i „może skierować wystąpienie lub wydać polecenie w sprawie zmiany podstawy prawnej świadczenia pracy, może uruchomić procedurę wykroczeniową (…), może wnieść do sądu pracy powództwo o ustalenie istnienia lub treści stosunku pracy, a także wstępować, za zgodą powoda, do postępowania w tych sprawach w każdym jego stadium”.
Warto jednak, żeby prezydent i jego zaplecze prawne zapoznali się z wypowiedziami zarówno poprzednich szefów PIP, jak i samych inspektorów oraz pracowników. Inspekcja od lat wskazywała, że powództwa o ustalenie istnienia stosunku pracy są czasochłonne, więc wielu pracowników, a co za tym idzie inspektorów, się na to nie decydowało. A fakt, że ich decyzje nie miały mocy wiążącej powodował, że była to jedna z najbardziej bezzębnych służb w tym kraju.
W kontekście praktyki i realiów uznać, że aktywność PIP (…) nie potwierdza, że jest to sprawa „istotna społecznie”, to jest mniej więcej tak sensowne, jakby powiedzieć, że skoro ludzie rzadko korzystają z dziurawego mostu, to nie potrzebują mostu wcale, bo mogą przepływać rzekę wpław.
Moim zdaniem Konfederacja jeszcze nie rządzi, ale już ma swojego prezydenta pod względem zbieżności ideologicznej. Także w kwestii stosunku do praw pracowniczych. Dlatego, żeby ukryć ten fakt, będą rozkręcane przez nich kolejne wojny kulturowe. Czasem pod pozorem konfliktów ekonomicznych, ale tego rodzaju argumenty grają tu najczęściej funkcję drugorzędną.
Informacja bowiem poszła w lud, że prezydent podpisał, ale już o tym, że próbuje wyrwać jej kły i inspektorów znowu zamienić w pluszowe kotki z których będzie dalej śmiał się kapitał, mówi się słabiej.
Ustawa obowiązuje, ale jeśli TK uzna argumenty prezydenta, to reforma okaże się znowu w dużym stopniu niefunkcjonalna i cofniemy się w praktyce do sytuacji sprzed jej wprowadzenia.
Xavier Woliński