Nie skończyła się jeszcze sprawa saloników VIP w szpitalach i temat zarobków lekarzy, a już rząd ma na głowie nową awanturę z najmem krótkoterminowym. Plątanie się tego rządu we własne sznurówki trwa.
Rząd skierował do Sejmu projekt ustawy o najmie krótkoterminowym. Regulacja ma dostosować kwestię najmu krótkoterminowego do unijnego rozporządzenia. Przede wszystkim najem tego rodzaju ma być traktowany jak usługa hotelarska, a nie zwyczajny najem. Takie mieszkanie ma być wpisane do specjalnego rejestru.
Niestety z ostatecznej wersji projektu przesłanej do sejmu wyparowały inne istotne zapisy, które pozwalały gminom na wyznaczanie stref, w których najem krótkoterminowy byłby zakazany lub ograniczony. Gminy więc nie będą miały możliwości regulowania liczby mieszkań turystycznych w najbardziej obciążonych dzielnicach.
Faktycznie, najem krótkoterminowy bywa wyjątkowo uciążliwy dla sąsiadów. O ile z awanturującym się stałym mieszkańcem da się przynajmniej próbować dojść do porozumienia, albo uspokoić go w inny sposób, to z ciągle zmieniającymi się turystami nie sposób dokonać żadnych trwałych ustaleń. Za każdym razem trzeba zwracać im uwagę od nowa.
Dodatkowo najem krótkoterminowy podnosi i tak już wysokie ceny mieszkań i najmu w dużych miastach i kurortach. Ściąga bowiem dużą ich liczbę z rynku najmu długoterminowego. Ta sytuacja powoduje zrozumiałe napięcia i oburzenie oraz co ciekawe uderza w potencjalny, wielkomiejski elektorat tego rządu.
Stąd nie dziwne, że doszło nie tylko do awantury medialnej, ale także do napięć w jego łonie. Pojawiły się nawet oskarżenia o uleganie wpływom lobby.
„Jeśli ktoś uważa, że nadanie numeru rejestru mieszkaniom na wynajem krótkoterminowy to „ucywilizowanie rynku”, to najwyraźniej zbyt dużo czasu spędził odbierając telefony „od branży”, a zdecydowanie za mało słuchając ludzi” – napisała w serwisie X przewodnicząca Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
Odpowiedział jej kolega z rządu wicepremier i szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz: „Sugestia ulegania lobbystom jest kłamstwem służącym politycznej narracji. Chęć odróżnienia się w koalicji nie powinna przysłaniać współpracy dla dobra przedsiębiorców i zwykłych mieszkańców” – napisał na X.
Nowa Lewica także domaga się przywrócenia usuniętych ograniczeń, i również zgłasza własne propozycje. Oprócz przywrócenia samorządom możliwości wyznaczania stref zakazu, domaga się umożliwienia gminom wprowadzania ograniczeń czasowych oraz przyznania większych uprawnień wspólnotom i spółdzielniom mieszkaniowym.
Spór rozwija się już kolejny tydzień i wreszcie premier Donald Tusk postanowił wjechać na białym koniu i przed wtorkowym posiedzeniem rządu próbował „uspokoić bojarów”.
– Są tutaj różne interesy, interesy konfliktowe, ale nie ulega wątpliwości, że interesy lokatorów, tych, którzy chcą mieszkać w swoim mieszkaniu w możliwie komfortowych warunkach, powinny być brane pod uwagę – powiedział premier.
– Kiedy pierwszy raz to stanęło na rządzie, sugerowałem, aby szukać rozwiązania, które nie zrujnuje możliwości korzystania z mieszkań jako miejsca docelowego turystów, ale aby skutecznie zadbać o prawa lokatorów. Okazało się to trudne, wręcz niemożliwe w rozmowach pomiędzy ministrem sportu i turystyki i panią minister Pełczyńską-Nałęcz – dodał.
Czyli typowy Tusk, Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Jaka w końcu wyłoni się wersja, zobaczymy. Niemniej jednak mam poczucie deja vu. Znowu jak za schyłkowych poprzednich rządów PO-PSL mamy klimaty plątania się nóg, tworzenia problemów nawet tam, gdzie można by było ogłosić sukces. Działania reaktywnego, braku zawczasu ogarnięcia różnych potencjalnych miejsc konfliktowych.
Ale trudno się dziwić, że PO i PSL nie mają wyczucia. Jeśli ktoś chce rozpoznać po której stronie leży serce danej osoby, można spróbować zbadać język, którym się posługuje. Tusk przedstawia interes biznesu z zakresu najmu krótkoterminowego jako tożsamy z interesem turystów, mówiąc o „zrujnowaniu możliwości”. W taki oto sposób ekonomiczny interes właścicieli lokali zostaje przebrany za prawo turysty do „taniego i fajnego miejsca” do wypoczynku. Prawa stałych mieszkańców pojawiają się natomiast jako zaledwie jeden z interesów, który trzeba z tym oczekiwaniem równoważyć, zamiast jako prawo do spokojnego mieszkania, które powinno mieć pierwszeństwo. Podobnie Kosiniak-Kamysz najpierw wymienia „przedsiębiorców”, a potem dopiero mieszkańców. Takie drobne przesunięcia językowe, w moim przekonaniu, grają istotną rolę w rozpoznaniu, co panowie tak naprawdę mają w głowie i jakie priorytety.
Tak czy owak, prawica na prawo od prawicy z KO i PSL ma problemy, rozmnaża się przez podział, biorą się za łby. Ale przy takiej jakości rządzenia wątpliwe jest, czy cokolwiek rząd na tych podziałach skorzysta. Za dużo tutaj dziwnych ruchów, nieogarniania sytuacji i atmosfery schyłkowości. Nie mówiąc już o tym, że ten rząd ma niesamowitą zdolność wkurzania sporej części własnych wyborców. Tak jakby zależało im już głównie na obsługiwaniu emocji Konfederatów. Bardzo są w ostatnim czasie na tym zafiksowani. Tak bardzo, że tracą wszystko inne z pola widzenia. To zresztą już raz ich doprowadziło do klęski, w czasie wyborów prezydenckich. Najwidoczniej jedna nauczka to za mało.
Xavier Woliński
Niezależna publicystyka wymaga wsparcia społeczności, by mogła pozostać otwarta dla wszystkich i bez paywalli.
Jeśli cenisz moją pracę, dołącz do grona osób, dzięki którym powstaje.