Widzę, że nie ma większych awantur w internecie niż o popukulturę. Nawet o podatki, czy kryzys klimatyczny są mniejsze.
Korzystając więc z okazji napiszę, że to nie ma znaczenia, czy nowa serialowa Lalka ci się podobała, czy nie. W każdym razie nie ma aż takiego znaczenia, żeby się o to kłócić i szarpać ze znajomymi i nieznajomymi.
Mnie się akurat podobała. Bohaterowie nie są rysowani grubą kreską, do końca nie są „wyraźni”, czy jednoznaczni (dlatego raczej nie warto oceniać po pierwszych odcinkach). Dodatkowo to, co szczególnie przypadło mi do gustu, to pokazanie jednego z najważniejszych konfliktów społeczno-polityczno-gospodarczych XIX wieku, czyli walki, czasem dosłownie na śmierć i życie, dawnej arystokracji, rentierów z burżuazją, kapitałem. Dziś to już trudne do wyobrażenia, bo nie ma już tamtej arystokracji ziemskiej, ani nawet tamtego „młodego” kapitału. Niektórzy twierdzą, że własność ziemska się odradza jako wiodąca siła i następuje refeudalizacja kapitalizmu, ale moim zdaniem to jest nieco bardziej skomplikowane.
Gdzieś w tle, w kontekście Kongresówki, dopiero wyłania się kolejna potężna siła polityczna, czyli klasa robotnicza, która pomiesza w kolejnych dziesięcioleciach szyki obu obozów. To akurat nie jest wyeksponowane szczególnie, co zrozumiałe poniekąd dla lat 70. XIX wieku na tych terenach.
Nie oczekuję od adaptacji pełnienia roli ilustracji książkowej. Wręcz przeciwnie. Oczekuję nieoczekiwanego, zaskoczenia, nowego spojrzenia, i to bez względu na to, czy się z tym spojrzeniem zgodzę na końcu czy nie. Polecam takie podejście.
A opowieści, że „oni tak wtedy nie mówili”, jest dość zabawne w ustach ludzi zachwycających się np. Sienkiewiczem, który używał stylizowanych, na siłę archaizowanych, czasem wręcz dziwacznych form językowych, które miały rzekomo reprezentować to, jak mówiono w XVII wieku czy jeszcze bardziej w średniowieczu. Wolę już jak mówią współczesną polszczyzną, nawet rubaszną, niż to silenie się na pseudostaropolską mowę.
Nie przypominam sobie, żeby fani jego literatury, czy jeszcze bardziej adaptacji filmowych mieli o to pretensje. Poza oczywiście historykami, którzy wytykali, że np. w filmach kłosy zbóż są zbyt „obfite” jak na dany okres. I słusznie, za to lubię te rozważania historyków i to czepialstwo i ich spory między sobą. Od tego w końcu są.
Ale ja nie oczekuję od popkultury jakichś niesamowicie wiernych przedstawień, jakichś traktatów filozoficznych, wstrząsów intelektualnych. Jeśli ktoś tego oczekuje to źle szuka. Niech sobie coś poczyta, najlepiej grube tomy, a jeszcze lepiej z tabelami i wykresami. Dajmy na to historię gospodarczą. Polecam. Nic tak mną nie wstrząsnęło przykładowo jak Historia gospodarcza Polski Landaua i Tomaszewskiego.
A to, co oglądamy na Netfliksie, czy w kinach to rozrywka, względnie sztuka. I rozrywki, względnie czasem sztuki oczekuję. To nie są rzeczy o które warto się kłócić, bo o gustach się nie dyskutuje. Każdy ma własny. Można natomiast dyskutować o dziele, ale nie o tym, że ktoś je „niewłaściwie” odebrał. I tego się trzymajmy.
Xavier Woliński