Nie dyskutujcie z krzemowymi czy białkowymi botami udającymi „zwykłych ludzi”

1 Maja 2026 we Wrocławiu. Fot: Wolnelewo.pl

Z okazji 1 Maja miałem licznych gości u siebie, tym razem na Instagramie, gdzie również zamieściłem zdjęcia z wrocławskiej demonstracji. Goście wyrażali wzruszającą troskę o stan lewactwa.

Liczni komentatorzy niepokoili się, czy aby nie brakuje nam pracy („Do roboty się weźmijcie!”), inni wyrażali zaniepokojenie, czy to jest jeszcze Polska („To jest Polska, a nie lewacka moda z USA”).

Najgwałtowniej protestowali jednak przeciwko hasłu „Dach nad głową dla każde**!”. Najwięcej protestowało przeciwko samej idei mieszkania, które nie byłoby towarem, ale prawem przysługującym każdemu, choćby w formie najmu komunalnego. Pojawiły się tradycyjne hasła tym, że „nie z moich podatków”, itd. Jeden rodzynek napisał natomiast elaborat protestujący przeciwko gwiazdkom w haśle, z powodu których klasa robotnicza odrzuca ten postulat i przez to nie jest zainteresowana lewicowymi ideami, takimi jak mieszkania komunalne. Jeszcze mi się przez lata działalności nie zdarzyło, żeby kogokolwiek jakieś gwiazdki, czy kolorki na flagach zniechęciły do tematu, czy działania z nami. Takie rzeczy dzieją się wyłącznie w internetach.

Wszystkie tłuczone jak spod jednej sztancy. Ktoś powie, że same boty, ale na żywo mówią dokładnie to samo. Po prostu prawicowe ideologie zamieniają ludzi w białkowe boty, które powtarzają trzy slogany na krzyż, które usłyszeli u Korwina czy innego Mentzena. To są paradoksalnie ludzie, którzy zazwyczaj wzywają do „samodzielnego myślenia”.

Sama idea, że ktoś mógłby najmować tanio mieszkania zbudowane przez gminy albo spółdzielnie, powoduje, że masy internetowe dostają torsji. „Nie za moje piniondze”. Co ciekawe najczęściej te same osoby domagają się dla siebie licznych i darmowych parkingów w najdroższych rejonach miast. Sprzeczności nie widzą.

Można jednak odnieść wrażenie, że tu działa ludowe przysłowie, że „kij się zawsze znajdzie”. Wielu lewicowców popełnia błąd, sądząc, że należy to traktować jako poważne opinie i należy trwonić czas na przekonywanie jakiegoś randoma z internetu, zamiast np. podjąć walkę w terenie o rozwój mieszkalnictwa komunalnego, czy lobbing u władz różnego szczebla w tym celu. Traktowanie tego rodzaju torsji internetowych poważnie prowadzi tylko do błędnych wniosków, że poświęcając im uwagę i, co gorsza, przychylając się do opinii białkowych czy krzemowych botów, robimy „prawdziwą politykę”, bo „zbliżamy się do ludu”. To jest największa strata czasu i energii, jaką można sobie wyobrazić. Zbliżasz się do zwykłych ludzi, działając wśród zwykłych ludzi, a nie wierzysz na słowo, że jakiś nonejm na insta czy fejsiku jest „głosem ludu”. To w 99 procentach są ludzie, którzy mają swoje interesy, żeby temat praw pracowniczych, czy lokatorskich nie ruszył w tym kraju z miejsca.

Sam próbowałem dawniej tego rodzaju jałowe spory toczyć, ale do niczego mnie to nie przybliżało, poza stratą czasu i nerwów. Teraz po prostu wolę się zająć np. przygotowaniem do spotkania z lokalną mieszkaniówką w kwestii wdrożenia nowelizacji prawa lokatorskiego, albo napisaniem kolejnego tekstu, który trafi do ludzi zainteresowanych tematem, a nie awanturowaniem się w komentarzach i powtarzaniem w kółko trzech tych samych sloganów wyczytanych z memów.

I taki styl życia wam polecam. Mniej zawracania sobie głowy tym, że ktoś w internecie się myli, a zwłaszcza że próbuje was obrazić wyświechtanymi hasełkami, albo opowieściami, że „lewactwo nie zajmuje się sprawami socjalnymi”. Szkoda energii.

Xavier Woliński