Poezja. Nieskolonizowana przez kapitał kraina

Foto: Fot. Max Pflegel | Wrocławski Dom Literatury

Wczoraj nietypowo dla mnie, byłem na wydarzeniu poetyckim. Kolega, ziomal w tutejszości, Konrad Góra dostał nagrodę Silesius za całokształt twórczości.

Nie będę się tu silił na analizy literackie, bo raczej nikt nie oczekuje mojego wymądrzania w tej kwestii. Góra dla mnie jest człowiekiem, który zawsze był tutaj, gdzieś, w pobliżu. Jako działacz Jedzenia Zamiast Bomb i jako w ogóle człowiek wielu inicjatyw, setek pomysłów i tysiąca anegdot, których jest mistrzem na równi z poezją (a może po prostu jedno płynnie przechodzi w drugie). A ja niczego chyba tak nie cenię, jak dobrej anegdoty, opowieści, rozwidlającej się w zaskakujących punktach.

Gdzieś się więc natykamy na siebie od lat, ze względu głównie na polityczność i działania.

Tutaj, przy okazji mam apel, żebyście czytali i czytały poezję. Mimo wszystko i wbrew. Choćby dlatego, że poezja jest bardzo trudna, właściwie niemożliwa do skolonizowania i strawienia w pełni przez kapitał. Mało jest takich, którzy piszą z czysto merkantylnych powodów, bo po prostu na poezji nie zarabia się zazwyczaj kokosów. Pisze się zupełnie z innych powodów, a nawet wydaje z innych powodów i po rozmowach z różnymi wydawcami poezji mogę to stwierdzić z dużym prawdopodobieństwem.

I czytajcie poezję niepodręcznikową, nieszkolną, nową, albo starą, ale zapomnianą. Otworzy wam klapkę w głowie, o której istnieniu nawet nie wiedzieliście, albo czwarte oko.

I zapewniam was, że mimo marketingowych opowieści wielkich korpo, w które uwierzyło mnóstwo osób, łącznie z ich krytykami, LLM-y zwane na wyrost „sztuczną inteligencją” nie zastąpią poetów i poetek oraz osób poetyckich. Albo osób piszących dobrą literaturę, a nie produkcyjniaki. Po prostu nie ma takich mocy obliczeniowych, żeby zastąpić Konrada Górę, Ilonę Witkowską, czy Szczepana Kopyta.

To są bzdury. LLM może wam wygenerować sztampowy wiersz, który zachwyci co najwyżej mało otrzaskanych w dobrej literaturze szefów korpo, ale nie wygeneruje wam tego, co mogłem poczytać i usłyszeć ze sceny. Potwierdzają to wnioski z dyskusji, która odbyła się przy okazji Silesiusa na temat AI i literatury (debata „Dziennik Literacki” patrzy na AI), która odbyła się w gronie osób o znacznie bardziej zaawansowanej wiedzy na temat styku tych dwóch dziedzin niż moja (i to mimo że staram się być na bieżąco). Choćby dlatego, że środki i zasoby idą teraz głównie w kierunku kształtowania LLM, jako wsparcia dla biznesu, programistów, czy analityków, a nie pod kątem pogłębiania kompetencji językowych koniecznych do tworzenia dobrej literatury. W wyrafinowanej literaturze, a już zwłaszcza poezji nie ma wielkich pieniędzy do zrobienia, więc możemy spać spokojnie. Nagranie debaty jest dostępne w sieci na fanpage Silesiusa, polecam.

Żadnego „totalnego zastąpienia człowieka przez AGI” nie będzie w dającej się przewidzieć przyszłości (a sądzę, że w ogóle). To jest propaganda, mająca na celu stworzenie, jak to określiła trafnie ostatnio Sylwia Czubkowska „nowej religii AGI”.

Xavier Woliński