Rząd kombinuje jak utrzymać prawicową hegemonię w Polsce

fb.com/adamszlapka

Teraz informacja, która w ogóle mnie nie zaskoczyła. Rząd dąży do ograniczenia skutków przełomowego wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego wyłącznie do jednej pary jednopłciowej, która domagała się transkrypcji niemieckiego aktu małżeństwa – wynika z ustaleń portalu OKOpress.

Mimo że NSA, w ślad za wcześniejszym orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości UE, wskazał na obowiązek uznawania takich zagranicznych dokumentów przez polskie Urzędy Stanu Cywilnego, gabinet Donalda Tuska szuka wybiegów, by nie wdrażać tego mechanizmu systemowo dla wszystkich zainteresowanych. „Orzeczenie NSA zapadło w sprawie indywidualnej na gruncie obowiązujących przepisów i w tej konkretnej sprawie ma charakter wiążący” – napisał Wydział Obsługi Mediów MSWiA w mejlu do OKOpress. Straszą Polexitem, a sami do tego doprowadzają, pozornie walczyli o „wolne sądy”, a interpretują wyroki równie dziwacznie, jak poprzednicy.

Władze powołują się w tej kwestii między innymi na wydumane problemy techniczne związane z aplikacją obsługującą rejestr stanu cywilnego czy brak numerów PESEL na zagranicznych dokumentach. Opowiadają bajki, mimo że NSA stwierdził, że trudności tego rodzaju, które rzekomo uniemożliwiają urzędnikom wpisanie w rubryki dwóch mężczyzn czy dwóch kobiet, nie stanowią uzasadnienia dla niewykonania wyroku.

Zasłanianie się „problemami z aplikacją” to zaledwie biurokratyczny unik, który ma zamaskować brak woli politycznej. Rząd, który potrafi błyskawicznie przepychać ustawy i mobilizować miliardy na zbrojenia czy wsparcie dla biznesu, nagle nie potrafi zaktualizować oprogramowania albo formularzy w urzędach stanu cywilnego.

„Niedasizm”, który jest znakiem firmowym KO, nigdy nie był żadną obiektywną przeszkodą i dotyczy tylko wybranych spraw, które akurat nie pasują konserwie. Ten rząd jest o wiele bardziej na prawo od większości opinii publicznej, a siła KO wynika tylko i wyłącznie ze sprytnej psychomanipulacji, którą skutecznie stosują od lat na parę tygodni przed wyborami („jak nie my, to koniec świata, Polski, demokracji, wolnych sądów”, itd.), a co jest wzmacniane przez niektóre zaprzyjaźnione media. W czasie wyborów Tusk przebiera się za „czułego demokratę”, a po wyborach realizuje program PiS light, a od czasu do czasu PiS hard. I co parę lat na ten sam zgrany numer dają się nabierać, wydawałoby się, inteligentni ludzie.

W ten sposób przez dziesięciolecia Polska tkwi w wewnętrznym klinczu, gdzie żaden ruch w stronę bardziej proludzką jest trudny do wyobrażenia. A jeśli wychodzi takowy przypadkiem, to jego wykonawcy się tego wstydzą (tak jak przykładowo teraz PiS wstydzi się kilku prospołecznych ruchów, jakie wykonał podczas swoich rządów, głównie na złość PO zresztą).

W ten sposób można latami rządzić wbrew ewolucji opinii większości społeczeństwa. Mamy prawicową i skrajnie prawicową elitą polityczną oraz medialną, która różnymi trikami i manipulacjami utrzymuje tu swoją hegemonię. Mam nadzieję, że w końcu dojdzie tu do jakiegoś przesilenia, bo nie da się tak dalej funkcjonować. W każdym obszarze tworzą się zalążki strukturalnych kryzysów. Od kwestii praw człowieka, po gospodarkę i sprawy społeczne. Od energetyki, mieszkaniówki i rynku pracy po ochronę zdrowia, gdzie nie spojrzeć pęcznieje kryzys, który w końcu wywróci tę „zieloną wyspę” i zadowoloną z siebie ponad miarę klasę polityczną.

Xavier Woliński