– Mówimy o stosunkowo niewielkiej grupie wyborców. To nie jest temat, który rozstrzyga wybory. Zresztą, same osoby LGBT głosują różnie, też na prawicę. Ich decyzje często wynikają też z wielu innych kwestii, a nie tylko z orientacji. Zresztą Koalicja Obywatelska nigdy nie była partią, która budowała swoją tożsamość wyłącznie na prawach osób LGBT – to nie jest nasz główny elektorat – mówi działacz KO w rozmowie z Wojciechem Karpieszukiem w GW.
– Nie ma co udawać – w tej sprawie czysta polityka zaczyna dominować nad meritum. Część ludzi uważa, że rząd powinien po prostu wykonać wyroki sądów i dopuścić transkrypcję aktów małżeństw jednopłciowych, ale w rządzie jest też silna obawa, że zostanie to przedstawione jako faktyczna legalizacja takich małżeństw tylnymi drzwiami i – w narracji przeciwników – jako złamanie konstytucji. Czy to prawda? Niekoniecznie. Tyle że w polityce często mniej ważne jest to, jak jest naprawdę, a bardziej to, jak to zostanie odebrane – ciągnie działacz.
To reakcja na zapowiedź, że Nowej Lewicy, że tam gdzie rządzi w samorządach, będą wykonywać wyroki europejskich i polskich sądów w sprawie małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą. Czy tak się stanie, przekonamy się w praktyce.
Logika prezentowana przez KO jest porażająca. W zasadzie nie wiadomo do końca kogo ci ludzie reprezentują tak naprawdę. Poza „przedsiębiorcami” oczywiście, o których w tym kraju trwa zażarta walka pomiędzy partiami, bo z jakiegoś powodu niemal wszystkie chcą ich reprezentować. Tymczasem tzw. „przedsiębiorców” w Polsce jest maksymalnie 3 miliony i to wliczając w to fikcyjne JDG (czyli de facto pracowników). Osób LGBT jest więcej, bo niemal cztery miliony, według raportu IPSOS z 2024 roku. Ale można te osoby olać, bo konserwa z KO musi pilnować swojego ideologicznego sztandaru, zachowując naciągany „liberalizm” tylko do kwestii gospodarczych.
Ale w Polsce i tak będzie uchodzić za „lewicę”, a nawet „lewactwo”. Tak może się wydawać tylko w kraju, gdzie scena polityczna jest wystrzelona w ultraprawicowy kosmos. A argument, że osoby LGBT nie są „ideologią” i podejmują decyzje wyborcze takie jakie chcą, uważam za absurdalny. Wspomniani wyżej „przedsiębiorcy” też głosują jak chcą, ale to nie zniechęca, a wręcz mobilizuje KO do walki o tę mniejszość, która sobie sama i tak poradzi bez ich pomocy.
W Polsce w zasadzie można dowolnie olewać prawie każdego i prawie każdy istotny temat dla milionów osób. Dlaczego? Ponieważ politycy czują się bezkarni. Wiedzą, że na miesiąc przed wyborami zaczną histeryzować coś o „tych drugich”, żeby grzecznie malkontenci pobiegli do urn zagłosować na „rozsądek”.
I tak to się będzie kręcić w tym zdezelowanym wagoniku, aż wszystko się rozpadnie.
Xavier Woliński