Wyjdą, nie wyjdą? Czyli perypetie kruszejącego hegemona

a torn us flag Photo by Josh Withers on Pexels.com

Pete Hegseth, sekretarz wojny USA wydał decyzję o niewysyłaniu do Polski 4 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Podobno w Pentagonie są zaskoczeni. W Polsce jeszcze bardziej są zaskoczeni. Przecież mieli wycofywać tylko z wrażych Niemiec, a tu upokarzają „wzorowego sojusznika”! Już szykowali się do schadenfreude, bo kruszejący hegemon ich głaszcze po główce, a grozi paluszkiem Niemiaszkom.

Tymczasem nie ma tu niczego szczególnie zaskakującego. Polska w globalnej układance jest dla Stanów Zjednoczonych mało istotna. Wizja stania się czymś w rodzaju Generalnego Protektoratu USA jest jedną z najgłupszych koncepcji, jaką wymyśliła nasza niezbyt zazwyczaj lotna klasa polityczna. Najzabawniejsi są natomiast „Prawdziwi Polacy Patrioci”, którzy próbują za wszelką cenę to urojenie utrzymać przy życiu.

Powtarzam się, ale niestety nie dociera jeszcze do pustych łbów niektórych, że wizja USA, jako protektora Polski, czy szerzej Europy się kończy. Ten protektorat zresztą spowodował kolonizację naszego regionu świata i nadmierne uzależnienie od hegemona, za co teraz przyjdzie płacić słony rachunek. USA będą coraz brutalniej realizować swoje interesy, a wojsko nie będzie już tu udawało „obrońcę”, ale będzie służyło coraz mocniej jako środek nacisku. Albo się podporządkujecie, albo wam zajmiemy Grenlandię, a może Gibraltar, a może co nam się spodoba.

Pomyślcie, czy jest normalne, żeby wojsko konkurencyjnego mocarstwa służyło „dla idei” za głównego strażnika interesów innych krajów?

Teraz właśnie Donald Trump i Xi Jinping gaworzyli w Pekinie. Niczym szefowie dwóch potężnych monopoli, ustalali podział rynków (niejeden z nas chciałby poznać „tajne protokoły”, które tam zawarto). Europa w ich oczach nie jest partnerem, tylko tłustym daniem do konsumpcji. Polska także.

Xi zresztą w zawoalowany, ale bardzo czytelny sposób zasugerował, że USA jest kruszejącym hegemonem i dobrze by było się dogadać, zamiast doprowadzać do jakichś większych globalnych awantur. Jest to rozsądne dla obu mocarstw rozwiązanie. Trump zrozumiał przesłanie i napisał na Truth Social w swoim stylu, że się zgadza z Xi (!), choć oczywiście opakował to w historyjki, jak to z powodu Bidena USA upadały, a teraz się podnoszą, ale co do zasady zgadza się z przywódcą Chin, że trzeba się dogadać i że ma nadzieję na „najsilniejsze relacje z Chinami w historii”.

Czy to oznacza całkowity koniec rywalizacji i okresowych napięć? Nie. Ale prawdopodobnie zapisali sobie granice tej rywalizacji i reguły gry. Europy tu nie ma, a tym bardziej Polski. W każdym razie nie ma ich przy stole, a skoro nie ma przy stole, to są na stole.

To nie znaczy, że Europa jest na przegranej pozycji i pozamiatane. Nie. Ale to, co może jej zaszkodzić śmiertelnie to po raz trzeci nacjonalizm. Dwie wojny światowe wywołane z powodu imperialistycznych i nacjonalistycznych sentymentów, niemal wykończyły ten kontynent, a po II wojnie światowej zaczął się odradzać, ale już z USA w roli hegemona. Jeśli teraz nacjonalizmy dojdą do decydującego głosu, to Europa spadnie jako całość, do roli półperyferyjnego zaplecza dla Chin i USA (razem zresztą z Rosją, gdzie nacjonalizm już wziął górę, z widocznymi katastrofalnymi skutkami).

Czas w końcu spojrzeć prawdzie w oczy: XX wiek skończył się dawno temu, teraz mamy nowy podział, nowe problemy, a słabnącego hegemona nie stać na utrzymywanie bez końca wojsk, poza ewentualnie „korpusem ekspedycyjnym”, który nie miałby Europy bronić, ale raczej kontrolować, żeby nie zerwała się z coraz krótszej smyczy.

W żadnym wypadku nie można dać się sprowadzić do roli eksploatowanej kolonii, gdzie prawa pracownicze nie istnieją, uprawnienia socjalne są likwidowane, a giganci technologiczni robią, co chcą. Ruchy społeczne i pracownicze nie mogą do tego dopuścić, żeby dać się wciągnąć w rozgrywki mocarstw i konkurencję o najniższe koszty pracy i standardy jakości życia, nawet jeśli elity polityczne postanowią zdradzić nasze interesy. Trump wzmocniony po układach z Xi może uważać, że „nie mamy kart”, ale może się po raz kolejny pomylić.

Xavier Woliński