Premier Donald Tusk dostał niezbyt przyjemny list w sprawie kopalni i elektrowni Turów oraz przyszłości całego regionu. Była w tej sprawie już awantura za rządów PiS, a obecnie o sprawie zapomniano, bo skoro chwilowo nie jest to obiektem przepychanek między sektami, w warszawskich gabinetach stracono zainteresowanie, „jakąś prowincją na krańcach świata”.
Dokument, podpisany przez 24 organizacje pozarządowe, w tym ekologiczne oraz przedstawicieli samorządu (m.in. burmistrza Zgorzelca i przewodniczący Komitetu Transformacji Subregionu Turów), wzywa rząd do natychmiastowego podjęcia działań na rzecz transformacji subregionu węglowego Turów. Sygnatariusze ostrzegają, że brak spójnego planu to obecnie jedno z najpoważniejszych zaniedbań polskiej polityki energetycznej.
Odkładanie decyzji na później grozi niekontrolowanym upadkiem zakładów, co może doprowadzić do powtórzenia się w regionie scenariusza z Wałbrzycha lat 90. Zagrożony jest byt bezpośrednio 3500 pracowników kompleksu oraz kilkunastu tysięcy osób, których praca jest z nim pośrednio związana. Tym bardziej, że jak zauważają autorzy i autorki listu, w przeciwieństwie do innych polskich regionów węglowych (np. Wielkopolski Wschodniej), subregion Turów jest obecnie pozbawiony adekwatnego planu sprawiedliwej transformacji, jasnej strategii rządowej i dostępu do środków unijnych.
Rząd musi wyznaczyć jeden konkretny resort (autorzy sugerują Ministerstwo Rozwoju Regionalnego i Funduszy Europejskich), który weźmie pełną odpowiedzialność za koordynację transformacji Turowa – postulują w liście. Konieczne jest oficjalne ustalenie dat zamykania kopalni i poszczególnych bloków energetycznych (analogicznie do ustaleń dla kompleksu w Bełchatowie). Opierając się na ustalonym harmonogramie, rząd musi natychmiast rozpocząć tworzenie planu ratunkowego i dywersyfikacji gospodarki.
List podpisała większość najważniejszych organizacji ekologicznych w kraju, analitycy oraz lokalni działacze i działaczki, w tym np. z Koła Gospodyń Wiejskich. Czego brakuje, to odpowiednie zainteresowanie decydentów, w tym polityków centrali.
Warto przypomnieć, że w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości wokół Kopalni Węgla Brunatnego Turów w Bogatyni rozegrał się konflikt. Zapalnikiem był rok 2020, gdy polskie władze przedłużyły koncesję na wydobycie węgla dla Turowa. Strona czeska uznała to za naruszenie prawa unijnego, wskazując, że działalność odkrywki drastycznie obniża poziom wód gruntowych po ich stronie granicy (w Kraju Libereckim), co pozbawia okolicznych mieszkańców dostępu do wody pitnej. Wobec fiaska dwustronnych negocjacji rządu PiS z gabinetem Andreja Babiša, Czesi złożyli w lutym 2021 roku skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Rozpętała się jałowa typowa paplanina „godnościowa”, wstawanie z kolan przed Czechami, Unią, Niemcami, itd. Protesty miały miejsce i były silnie nagłaśniane. Jak pisałem wówczas, kiedy to Solidarność zorganizowała protest pod siedzibą Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej:
„Całkowicie rozumiem obawy pracowników i mieszkańców regionu. Tyle że jak zwykle są politycznie manipulowani przez rozmaitych cwaniaków. Demonstracja powinna odbyć się w Warszawie pod siedzibą rządu i parlamentu z pytaniem, co oni robią w sprawie transformacji energetycznej? Dlaczego wprowadzają ludzi na kolejne miny, które kończą się takimi sytuacjami?
I co najważniejsze, gdzie są pieniądze, które dostają na transformację energetyczną regionów? Każda kolejna ekipa rządząca próbuje odpychać od siebie problem i zwyczajnie oszukuje ludzi, że „temat da się zagadać”, a transformacja będzie „kiedyś tam, nie wiadomo kiedy”.
Zamiast mamić ludzi, trzeba przedstawić konkretny plan transformacji i władować w regiony najbardziej zagrożone konkretne środki, żeby miały szansę zbudowania alternatywy dla takich „monokultur”. Nie może być tak, że za zaniechania rządzących i przepychanki na górze pomiędzy rządami, znowu zapłacą zwykli ludzie. Do gminy Bogatynia i innych podobnych miejsc mają przekierowywać środki, które teraz wydają na propagandę. Mają środki na transformację, to wolą pompować swoje media, różnymi dotacjami na rzekomą „informację ekologiczną”.
Rząd PiS zapłacił 45 mln euro odszkodowania Czechom i się temat na parę lat zamiotło pod dywan, obiecując ludziom gruszki na wierzbie, że do 2044 roku nic się nie zmieni. Potem nastąpiła zmiana władzy i dalej niewiele się dzieje, choć podobno trwają prace nad jakimiś „koncepcjami”. A potem dziwią się, że ludzkie emocje stają się pożywką dla rozmaitych szarlatanów politycznych, którzy za jakiś czas „nagle” dowiedzą się o problemie i znowu się zacznie obwinianie wszystkich dookoła, oprócz naszej nędznej klasy politycznej i własnych sekt partyjnych.
Xavier Woliński