AfD przejęła gniew wschodnich Niemiec

crowd protesting on street Photo by Dominik Türk on Pexels.com

AfD wygrało wybory w Saksonii-Anhalt, zdobywając 43,8 proc głosów. Tradycyjnie zwyciężająca tam od dziesiątków lat prawica z CDU przegrała z kretesem. Lewica żyje, ale wszystkie partie z nią kojarzone mają poniżej 10 proc. każda z osobna. I teraz prawdopodobnie skrajna prawica przejmie władzę nad lokalną policją, służbami, kulturą i edukacją. Ma zamiar z tego landu stworzyć bastion, z którego podbije całe Niemcy. O ile stworzy stabilny rząd, bo obecnie brakuje jej głosów. Nad poparciem zastanawia się „alt-leftowy” Sojusz Sahry Wagenknecht.

Lata temu pisałem, że jak Niemcy zaczną też „wstawać z kolan” to będziemy mieć poważny problem. Do niektórych to nie dociera, bo widzę, że sporo polskich prominentnych prawicowców tradycyjnie cieszy się z tego zwycięstwa niczym karp wigilijny zaraz przed świętami.

Przyczyny tego zwycięstwa i generalnie rosnącej popularności AfD są skomplikowane i nie dają się sprowadzić jedynie do siania lęków przed migrantami (co od lat robi skutecznie, ale samo to nie dawało im jeszcze zwycięstwa w poprzednich wyborach). Bardzo ważną kwestią jest pogarszające się opinie na temat stanu gospodarki niemieckiej i braku nadziei na przyszłość. Dotyczy to zwłaszcza landów wschodnich, które zostały bardzo mocno przeczołgane w okresie transformacji i procesie zjednoczenia Niemiec. Wyludniają się, starzeją, w wielu regionach wciąż jest relatywnie wysokie bezrobocie. Od wielu lat dominuje poczucie peryferyjności i porzucenia przez centralne ośrodki kraju. Znamy to zjawisko także w Polsce. I także w Polsce tam, gdzie tradycyjnie silna była prawica, odpowiedź na te bolączki nie pchała ludzi w kierunku lewicowych propozycji, ale coraz bardziej skrajnej prawicy. To oznacza, że czynniki kulturowe mają bardzo duże znaczenie w takich wyborach, ponieważ wpływają na to jak ludzie zareagują na problemy gospodarcze.

A że chodzi także o gospodarkę świadczą o tym dane. W badaniu Infratest dimap, oprócz typowych dla tej partii kwestii dotyczących migracji, AfD wskazywano jako partię mającą najlepsze rozwiązania również w kwestii gospodarki (30 proc.), miejsc pracy (29 proc.), sprawiedliwości społecznej (29 proc.), zabezpieczenie emerytalnego (27 proc.).

Oczywiście to pokazuje tylko jak postrzegają ją wyborcy, a nie jaką będzie realizować politykę. Partia, będąca formą zbliżoną ideologicznie do naszej Konfederacji, raczej słabo odpowie na te bolączki. Przykładowo AfD sprzeciwia się podatkowi majątkowemu, a na szczeblu federalnym chce wręcz zlikwidowania podatku od spadków. Chce obniżania podatków od przedsiębiorstw i generalnie zmniejszenia presji podatkowej, a jednocześnie chce ograniczenia zadłużenia budżetowego. W Saksonii-Anhalt zamierza zmniejszyć podatek od nabycia nieruchomości z 5 do 2,5 proc.

Jak to u prawicy bywa korzyści podatkowe proponowane przez nich są znacznie przesunięte ku wyższym dochodom. Proponowany przez nich pakiet obniżał wpływy podatkowe o ok. 181 mld euro, ale to najwyższy 1 proc. dochodowy korzystał wyjątkowo mocno. Skądś to wszystko znamy. Partia chce jednocześnie ograniczyć niektóre świadczenia społeczne. Jakoś ten program obniżek podatków, z którego tak nieproporcjonalnie skorzystają najbogatsi, trzeba będzie jakoś sfinansować. Jednoczesne obniżanie podatków i postulat ograniczania deficytu spina się bowiem słabo. Instytut Badań Ekonomicznych Leibniza w Halle ocenił niedawno program AfD dla Saksonii-Anhalt i wyszło im, że jego realizacja wygeneruje co najmniej 2,2 mld euro corocznej luki budżetowej.

Pojedyncze ukłony względem potrzeb szerszego społeczeństwa (np. więcej darmowych żłobków i przedszkoli) skoncentrowane są głównie na obsługiwaniu paniki demograficznej (jednocześnie realnie w żaden sposób nie poprawiając sytuacji demograficznej, czyli dokładnie tak jak w Polsce).

Innymi słowy realną politykę społeczną mają zamiar zastąpić bardzo ukierunkowanymi programami oraz straszeniem Zielonym Ładem i OZE. Oraz obietnicą, że można wrócić do „starych dobrych czasów” w gospodarce, bo ich zdaniem zmiany klimatyczne nie są wywołane przez człowieka. Chcą też wrócić do starych czasów w kwestii relacji z Kremlem i znowu kupować rosyjski gaz odbudowując Nord Stream. Po co im OZE-sroze, skoro będą mogli kupować gaz?

Czyli standardowy zestaw prawicowych obsesji i pseudorozwiązań. Nie wróży to także nam nic dobrego, zwłaszcza, że i u nas podobne siły szykują się do przejęcia władzy. Z drugiej strony mainstreamowa strategia „Brandmauer”, zapory ogniowej przed AfD nie zadziałała, a tylko uwiarygodniła ich opowieści o ich rzekomej „antysystemowości”. Nie da się powstrzymać prawicy stosując tego rodzaju metody. Porzuceni ludzie w końcu zwrócą się do takich sił i tak masowo, że cała scena polityczna zostanie zmieciona i żadne lamenty liberalnego publicysty nic tu nie poradzą.

Tylko realna polityka gospodarcza i społeczna, likwidująca przyczyny, a nie tylko niektóre skutki mogłaby odwrócić te tendencje. Samozadowolone centrum zapomina o całej reszcie, ale w końcu przychodzi zapłacić rachunek. Za każdym razem.

Xavier Woliński


Niezależna publicystyka wymaga wsparcia społeczności, by mogła pozostać otwarta dla wszystkich i bez paywalli.
Jeśli cenisz moją pracę, dołącz do grona osób, dzięki którym powstaje.