– Nigdy nie akceptujemy antypolskich wypowiedzi jakiegokolwiek polityka z jakiegokolwiek kraju. Z AfD współpracujemy na polu polityki unijnej, a nie wewnętrznej czy zagranicznej. Łączy nas sprzeciw wobec unijnej polityki migracyjnej, klimatycznej, strefy euro czy absurdalnych regulacji, ale współpraca w Parlamencie Europejskim nigdy nie oznaczała pełnej wspólnoty wartości i poglądów – powiedział rzecznik Konfederacji Wojciech Machulski dla Faktu.
Natomiast Bartłomiej Pejo z Nowej Nadziei ocenia z kolei w Fakcie, że „wybory wygrane przez AfD pokazują, że w Niemczech chwieje się powszechny do niedawna układ oparty na poprawności politycznej”.
Czyli, jak rozumiem, nie akceptują werbalnie, ale w praktyce współpracują. Żeby lewactwo tyłek bolał, to jest najważniejsze, absolutny priorytet. Jak pisałem wczoraj przyczyny wygranej AfD w Saksonii-Anhalt są trochę bardziej skomplikowane niż walka z „poprawnością polityczną” i inne prawicowe obsesje. Ale dla tego rodzaju prawicy najważniejsze jest nie to, do czego ich polityka doprowadzi, ale żeby zrobić na złość „lewakom”.
Może warto w tym kontekście przypomnieć, że współprzewodniczący AfD Tino Chrupalla zaledwie w listopadzie 2025 r. mówił, że nie widzi zagrożenia dla Niemiec ze strony Rosji, za to dopuścił możliwość, że zagrożeniem może być Polska. Nie ma tu mowy o opowieściach drugorzędnych polityków, ponieważ tego rodzaju wypowiedzi wygłaszają liderzy partii. Konfederaci zaś próbują udawać, albo że tego nie słyszą, albo że to „nie jest oficjalne stanowisko AfD”.
Takich oto mają kolegów Konfederaci. Warto przypomnieć, że europosłowie partii Mentzena, która jest częścią Konfederacji, zasiadają w grupie ESN w Parlamencie Europejskim razem z europosłami AfD. Tak więc nie ma mowy tylko o werbalnym poparciu.
Mają taki oto „sprytny plan” międzynarodówki europejskich nacjonalistów (bo to jest szersze zjawisko niż tylko te dwie partie): wspólnie wywrócą Unię, a następnie zlikwidują jakąkolwiek politykę klimatyczną zastępując OZE węglem i gazem choćby z Rosji. A jak już tego dzieła dokonają, jak to nacjonaliści, wezmą się za łby i wywołają kolejną wojnę w Europie.
AfD uparcie nazywa byłe NRD „Niemcami środkowymi”, więc wojna może rozpocząć się np. o odzyskanie „Niemiec wschodnich”, czyli Wrocławia i Szczecina, a kto wie czy także nie Poznania. Nie wiadomo dokąd pogna tym razem fantazja nacjonalistyczna. Nie trzeba wszczynać wojny, można utrzymywać stan „okołowojennego napięcia” i to wystarczy, żeby cały kontynent już do reszty pogrążyć. Nie dziwota, że zarówno USA, jak i Rosja patrzą przychylnym okiem na tego rodzaju partie. Wspaniały sposób na eliminację konkurencji z gry. Ponowne rozkręcenie starych europejskich obsesji i lęków. Na razie im się to coraz lepiej udaje.
Xavier Woliński
Niezależna publicystyka wymaga wsparcia społeczności, by mogła pozostać otwarta dla wszystkich i bez paywalli.
Jeśli cenisz moją pracę, dołącz do grona osób, dzięki którym powstaje.