Przykazanie własności

Foto: rozbrat.org

Kolejna brutalna eksmisja z Osiedla Maltańskiego w Poznaniu. Kościół sprzedał teren deweloperowi, ale nadal uczestniczy w procesie wyprowadzania mieszkańców. Chodzi o tę samą działkę, na której od dziesiątków lat zamieszkują pokolenia ludzi.

Według relacji pełnomocnika eksmitowanej pani Sandry w tytule wykonawczym nadal figuruje parafia. Właśnie dlatego zapowiedział skargę na czynności komornika, twierdząc, że po sprzedaży parafia nie miała już prawa żądać wykonania eksmisji. Pełnomocnik kurii oraz dewelopera twierdzi z kolei, że po sprzedaży nieruchomości wszystkie decyzje dotyczące czynności egzekucyjnych podejmuje deweloper jako obecny właściciel.

Jak jednak czytamy na stronie spółki Komandoria, która pozostaje zarządcą terenu, strona kościelna nadal jest częścią całego procesu: „Archidiecezja Poznańska pokrywa koszty remontów lokali, wywozu odpadów, napraw infrastruktury oraz samych przeprowadzek – a nie nabywca terenu. Spółka Komandoria koordynuje proces pomocy na zlecenie Archidiecezji”. Natomiast „przekazanie terenu nabywcy nastąpi dopiero po zakończeniu procesu przeprowadzek wszystkich mieszkańców, którzy porozumieli się z zarządcą terenu”.

Wiele rodzin miało umowy dzierżawy z parafią, ich wielopokoleniowe zamieszkiwanie było wszystkim doskonale znane, a Poznań pobierał od mieszkańców podatek od nieruchomości, traktując ich jako posiadaczy samoistnych.

Ale ziemię trzeba oczyścić. Z ludzi. Ponieważ najwidoczniej handel ziemią stał się ważniejszy niż życie i zdrowie osób tam mieszkających. Czy Jezus powiedział „Idźcie i handlujcie ziemią?”. Czy to jest zadanie Kościoła? Najwidoczniej sam nie szanuje już chyba swojego porządku moralnego i by, mówiąc językiem kleru, doszło tam do „pomieszania rad i rozumów”. Pieniądz najwidoczniej świeci im mocniej niż życie i ponoć z jedna największych wartości nowotestamentowych, czyli „miłość”.

Przebieg eksmisji opisują Piotr Żytnicki i Mikołaj Woźniak z poznańskiej Wyborczej (generalnie polecam ich teksty na ten temat, odpowiadają na wiele pytań):

„Nagle Bronisława Waszkiewicz, prezeska stowarzyszenia Maltańskie Nasz Dom, traci przytomność. Jej ciało wiotczeje. Policjanci wynoszą nieprzytomną kobietę na alejkę.

W policyjnym radiu słyszymy polecenie wezwanie karetki. Mijają kolejne minuty, ale ratowników nie ma.

Ludzie krzyczą: – Gdzie jest karetka?

Po chwili okazuje się, że pomocy potrzebuje również młoda kobieta. Policjanci wynoszą ją na alejkę. Jej ciało drży. Jest blada. Nie odpowiada na pytania. Policjanci klęczą obok. Próbują udzielić jej pomocy. Karetka wciąż nie przyjeżdża.

Pozostałych protestujących policjanci legitymują. Informują, że skierują przeciwko nim wnioski do sądu o ukaranie za niewykonywanie poleceń i utrudnianie czynności komorniczych”.

Tak wygląda realizacja przykazania miłości? Czy może ich miłość kończy się już tylko na płodzie, a po urodzeniu przestaje być obiektem zainteresowania kleru?

W oczywisty sposób uderza to w sam kościół i tych, a są tacy, nawet wśród kleru, którzy nie uważają, że tak to powinno wyglądać. Ale najwidoczniej „góra” nie tylko nie próbuje tej hańby powstrzymać, ale nawet włącza się w realizację.

Spółka Komandoria, która zajmuje się obecnie tym terenem napisała, że ma ofertę dla eksmitowanej pani: „Propozycja obejmuje sfinansowanie przez 12 miesięcy najmu mieszkania wybranego przez panią Mayer, po uzgodnieniu warunków najmu. W tym czasie spółka zapewni jej pomoc prawną i formalną w staraniach o lokal z mieszkaniowego zasobu Miasta”.

Nie wiadomo, czy i na jakich warunkach miasto przyzna normalne mieszkanie. Nie jest jasne, co się stanie po 12 miesiącach, jeśli miasto nie zapewni porządnego mieszkania, a nie np. pomieszczenia o skrajnie niskim standardzie. Za dużo tu znaków zapytania.

Dodatkowo, warto przypomnieć, że w Polsce eksmisje na bruk są co do zasady nielegalne. Niestety obecnie wygląda to bardzo często właśnie tak, że eksmisja jest realizowana do pomieszczenia tymczasowego, a dopiero po jakimś czasie na bruk. Prawo nie gwarantuje już kolejnego takiego lokalu i człowiek może ostatecznie trafić do noclegowni lub schroniska.

Takie praktyki nazywam „eksmisją na bruk z przystankiem”. Nie zabezpiecza to więc w pełni interesów eksmitowanych osób, bo nie mogą mieć pewności, co się z nimi stanie potem. Od dawna organizacje lokatorskie domagają się zakończenia tej fikcji.

Xavier Woliński