Dlaczego młodzi ludzie nie mogą mieć fajnych rzeczy i bezpieczeństwa zatrudnienia oraz przestać być darmową czy półdarmową siłą roboczą?
Właśnie dyskutowany jest gorąco projekt ustawy o stażach. Chodzi o wprowadzenie zasady, że stażysta traktowany jest domyślnie jako pracownik, jeśli warunki realizacji stażu noszą znamiona stosunku pracy (odbywa się w określonym miejscu, czasie i pod nadzorem). Co za tym idzie, zyskuje nowe uprawnienia i odpowiednią ochronę na podstawie Kodeksu pracy. Oczywiście kończy też patologię darmowych staży, co najmniej płaca minimalna musi być wypłacana i koniec tematu. Do tego dochodzą płatne zwolnienia lekarskie i płatny urlop, ścisłe normy czasu pracy i dodatkowo płatne nadgodziny, ochrona przed natychmiastowym zwolnieniem oraz dyskryminacją (tutaj przypominam, Kodeks pracy jest znacznie bardziej postępowy niż reszta polskiego prawa).
Projekt dyskutowany jest niemal wyłącznie w prasie branżowej, gospodarczej i z odpowiedniej w związku z tym perspektywy. W mediach masowych o takich tematach poczytacie sporadycznie. Tu raczej dyskutuje się o kolejnych wywołujących skrajne emocje i klikających się tematach, o których nikt jutro nie będzie pamiętał i które nie mają zazwyczaj żadnego istotnego wpływu na wasze życie. Mają odwrócić waszą uwagę od choćby tak ważnych zmian w prawie, które zostaną z nami na lata.
W mediach gospodarczych siłą rzeczy przewagę ma opowieść strony reprezentującej kapitał. A to może mieć wpływ na to, jaki kształt przyjmie ostatecznie ta ustawa. Dzieje się sporo, bo zaczęło się darcie szat, że to „podwyższy koszty”, i że „chlebodawcy” nie będą zatrudniać już więcej młodych pracowników, bo „im się przestanie opłacać”. No więc, geniusze dotychczas naturalnie zatrudniali młode osoby z łaski i charytatywnie, a teraz już nie będą potrzebować nowych pracowników, bo wiadomo, wszystko załatwi „automatyzacja”, która stała się wygodnym narzędziem propagandowym. Choć to nic nowego. Śmieciówki wszak były wprowadzane pod tym samym pretekstem, że mają „użyć młodym”. To samo od 30 lat: dają pracę, a mogliby przecież całą zachować dla siebie.
Od 30 lat też czytam o tym, że trzeba „ułatwić młodym wejście na rynek pracy”, tak się składa, że przypadkiem zawsze kosztem ma być bezpieczeństwo i płaca tych osób. Przypomnijmy, że nie ma czegoś takiego jak „darmowy staż”. Zawsze ktoś za niego płaci. Jeśli nie płaci zatrudniający, to płaci pracownik, choćby w postaci kosztów dojazdu, kosztów przygotowania się do pracy (np. odpowiedniego stroju roboczego, choćby to była nowa garsonka do biura). Tak więc zatrudniający przez lata przerzucali dosłownie koszty pracy na pracowników, wmawiając im, że to jest normalne.
Tak, młody pracownik pracuje zazwyczaj (choć nie zawsze) mniej wydajnie niż starszy. Jednocześnie często w firmach wykonuje prace, których nikt inny nie chce, dodatkowo to przyuczanie do danego stanowiska pracy to nie żadna działalność charytatywna, ale część normalnego procesu produkcji. Tylko w takich krajach jak Polska kapitał się tak rozbestwił, że wmówił ludziom, że nauka zawodu to jest ich indywidualna sprawa, albo ewentualnie sprawa budżetu państwa. Daj, daj i daj. Daj wykształconego idealnie pod moje aktualne wymagania pracownika, daj zdrowego pracownika, a jak zachoruje, to go macie leczyć za kasę publiczną, a najlepiej to wszystko za darmo, i jeszcze drogę i wszystkie media proszę mi z kasy gminnej podciągnąć pod zakład, bo jak nie, to się obrażę. Nie ma większych roszczeniowców niż reprezentanci kapitału.
I ta fałszywa troska, oparta na „logicznym” założeniu, że skoro będą umowy o pracę, to będą płacić mniej. Otóż nie da się płacić mniej niż zero albo mniej niż te głodowe ochłapy, które już teraz niejednokrotnie rzucacie. Przestańcie lać te krokodyle łzy, bo to jest żałosne i wierzą w to już tylko ludzie o bardzo małym rozumku.
Jest też jeszcze jeden aspekt tej sytuacji. Darmowe, słabo zabezpieczone staże ograniczają dostęp do wielu zawodów. Bezpłatne lub nisko płatne staże na umowach cywilnoprawnych faworyzują osoby z zamożnych domów. Dla młodej osoby z mniejszej miejscowości przeprowadzka na śmieciowy staż do dużego i drogiego ośrodka, jak Wrocław czy Warszawa, to często bariera nie do przeskoczenia, jeśli nie ma się wsparcia rodziny na start.
Xavier Woliński