Kapitalizm depcze małych. Po kolei

books displayed in bookstore Photo by Alican Helik on Pexels.com

Od czasu do czasu piszę tu o tym, że szkoda mi zamykania różnych inicjatyw, nawet spoza ścisłej dla mnie bańki. Zasmuciła mnie wczoraj informacja, że Wydawnictwo Dowody wygasza działalność. Każde mniejsze wydawnictwo, które się zamyka to jest powód do smutku moim zdaniem, bo zostają tylko potentaci, a rynek się koncentruje.

To nie było wydawnictwo z którego kupowałem wszystkie książki jak leci. Raczej wybrane, bo nie mam miejsca już na półkach i muszę ostro selekcjonować na bramce. Ale mam np. książki Olgi Gitkiewicz z tego wydawnictwa, bo tu akurat nasze zainteresowania się w dużym stopniu spotykają.

Za to pluję sobie w brodę, że nie kupiłem Fabryki Absolutu Karela Čapka. Nie żeby nie dało się jej dostać gdzie indziej, ale to akurat wydanie było pierwszą w Polsce wersją nieocenzurowaną, której, o ile wiem, nie da się zdobyć poza tym wydawnictwem. Może gdzieś się trafi, nie za miliony, jeszcze.

Podoba mi się też, że zamykając nie pomstują na „durnowatość społeczeństwa”, „o tempora, o mores” i inne takie moralizatorskie wykłady, ale piszą konkretnie, systemowo, tak jak lubię, o tym co się stało:

Jak napisali na stronie Instytutu Reportażu:

„Problem zresztą polega nie tylko na tym, ile platforma pobiera za pośrednictwo i jakie negocjuje rabaty – choć oczywiście oficyny takie jak nasza muszą płacić więcej. Ma ona także coś, czego mały wydawca najczęściej nie posiada: nieporównywalną wiedzę o czytelniku. Wydawca może wiedzieć, że sprzedał 2400 egzemplarzy. Platforma wie, że 82 tysiące osób zobaczyło okładkę, 12 tysięcy kliknęło, 5 tysięcy przeczytało opis, 3400 dodało książkę do koszyka, 1000 ostatecznie nie kupiło, a 900 kupiło później jeszcze inną książkę – i jaką. To są zupełnie inne zasoby informacji. Widać tu niemal wszystkie mechanizmy znane z gospodarki platformowej: koncentrację danych, algorytmiczną selekcję, efekt sieciowy, zależność dostawców od platformy i przesuwanie wartości od producenta treści w stronę właściciela infrastruktury.

Zmieniły się również oczekiwania czytelników. Wiecie, że mamy swoją księgarnię i swój sklep internetowy. I nie zliczymy, ile razy słyszeliśmy, że na A, na B i w E jest taniej i przesyłka jest gratis. Jeśli przez lata książki można było kupować z dużym rabatem, z darmową dostawą następnego dnia, te warunki zaczynają być traktowane jako oczywisty standard. Mała oficyna nie jest w stanie w nieskończoność konkurować z takim modelem.

Mała oficyna może przez lata robić wszystko, co uznaje się za dobrą praktykę: wybierać książki z przekonaniem, pracować nad nimi, w przemyślany sposób budować katalog. Ale w późnym kapitalizmie rynek nie jest neutralnym mechanizmem, który po serii wzlotów, upadków i plot twistów nagradza najlepszych i tych, którzy się bardzo starają. Wynagradza określone modele, skale i sposoby organizacji sprzedaży – dziś szczególnie te, które pozwalają kontrolować dystrybucję, uwagę i dostęp do tak zwanego klienta”.

To jest to o czym od dawna piszę i mówię, a ta koncentracja dotyczy przecież coraz szerszych obszarów gospodarki. Nie tylko rynku książki, ale też handlu w ogóle.

Moim zdaniem nie wystarczy więc tylko ustawa zmieniająca coś na rynku książki, bo problem jest znacznie, znacznie głębszy i dotyczy struktury, samych fundamentów funkcjonowania obecnego systemu gospodarczego jako takiego. Dominacji platform cyfrowych, lokalnych i globalnych molochów oraz ich wpływu na to co, jak, kiedy i gdzie kupujemy, ale też o czym myślimy i dyskutujemy. Już teraz ludziom coraz trudniej wyobrazić sobie świat poza tą wszechogarniającą strukturą.

Ktoś proponował, żeby mali wydawcy się zrzeszyli i chociaż spróbowali podjąć walkę na tych wymienionych w tekście polach, nawet jeśli jest ona bardzo nierówna. I moim zdaniem to jest jedyna szansa, aby spowodować, żeby nie było takich sytuacji coraz więcej. Kapitalizm depcze małych na drodze do wiecznej akumulacji. Każdego z osobna po kolei.

A mnie z nimi łączy jeszcze jedno. Funkcjonujemy tylko dzięki wam, czyli czytelnikom i czytelniczkom oraz ich wsparciu.

Bez tego nie będzie już żadnych szczelin i rys na tym monolicie, dlatego wspierajcie swoje ulubione inicjatywy. Tak szybko mogą zniknąć.

Xavier Woliński