W Polsce neoliberalizm wypalił się w mózgach ludzi mocno. 39,2 proc. badanych chce ograniczyć wydatki socjalne, tylko 19,7 proc. podwyższyć podatki i 16,8 proc. zmniejszyć wydatki na zbrojenia, a zaledwie 7 proc. pożyczać pieniądze. W tym kontekście najlepiej wyglądają ci, którzy odpowiedzieli po prostu, że nie mają zdania na ten temat: 31,8 proc.
Są to odpowiedzi na pytanie „Co powinien przede wszystkim zrobić rząd, żeby zmniejszyć deficyt w budżecie państwa” zadane przez IBRiS na zlecenie Rzeczpospolitej (respondenci mogli wskazać więcej niż jedną odpowiedź). Wygląda na to, że wizja budżetu państwa jako budżetu domowego trzyma się nadal bardzo mocno. Lata tego rodzaju porównań przez medialnych „ekspertów” zrobiły swoje. Notabene w tekście omawiającym to badanie w Rzeczpospolitej bankowy ekspert używa dokładnie tego samego zużytego już porównania do budżetu domowego. Mogliby zmienić tę płytę.
Także wmawianie ludziom, że mamy jakoś szczególnie „rozbuchany socjal”, choć jest poniżej średniej unijnej procentowo, a ponadprzeciętne są tylko wydatki na świadczenia rodzinne. Według najnowszych dostępnych danych Eurostatu o strukturze wydatków według funkcji Polska przeznaczała w 2024 r. na cały sektor publiczny 49,2 proc. PKB, tyle co średnia UE: 49,1 proc. Tymczasem na kategorię „ochrona socjalna” Polska wydawała 18,2 proc. PKB wobec 19,6 proc. w UE. Stanowił ok. 37 proc. wszystkich wydatków publicznych, przy unijnej średniej ok. 40 proc. Gdzie ten ogromny socjal? Mam wyjąć lupę, żeby poszukać?
Niemniej jednak to badanie nie pokazuje realnej rzeczywistości i niech konfiarze się nie rozpędzają z wyciąganiem politycznych wniosków z powyższego badania. Po pierwsze problematyczna jest sama konstrukcja badania. Znane jest nie tylko w Polsce zjawisko, że ludzie wolą szukać oszczędności w kieszeniach innych, a nie swoich. „Socjal” kojarzy się z wydatkami na jakichś „innych”, a podatki kojarzą się z podnoszeniem ich mnie. Pytanie raczej więcej mówi o ideologicznym nasyceniu pewnych pojęć w przestrzeni medialnej niż o tym, co tak naprawdę ludzie chcą ciąć, a co komu podnosić.
Przykładowo w tegorocznym badaniu SW Research dla Wprost pytającym o likwidację 13. i 14. emerytury 65,3 proc. było przeciw. Nawet znienawidzone powszechnie w środowiskach ultraliberalnych i części mediów 800 plus chce zlikwidować tylko 9,4 proc, jak wynika z zeszłorocznego badania tej samej sondażowni. Pewną akceptację zdobyło jedynie jego ograniczenie.
Najciekawsze badanie pochodzi sprzed trzech lat i tam ponad 61 proc. ankietowanych było przeciwnych oszczędzania na socjalu? Skąd ta różnica? Otóż tam właśnie już zapytano o konkretne cięcia i wiele osób mogło się z którymś utożsamić i uświadomić sobie, że „mogą zabrać także mnie”. Stąd też fenomen omawianego na wstępie badania, gdzie w abstrakcyjnym pytaniu „co ciąć?” aż 51 proc. osób pobierających 800 plus na co najmniej dwoje dzieci chciało jednocześnie ograniczenia wydatków socjalnych. Gdyby pytanie zawierało konkretnie wskazanie cięcia 800 plus odpowiedź byłaby całkiem inna.
Jeśli, co prawdopodobne, ultraliberalna prawica dorwie się do władzy na prostych hasełkach i „prostej ekonomii” w rodzaju „zlikwidować socjal, a Polska stanie się rajem” i będzie próbowała ciąć już konkretne świadczenia, to przewiduję szybki spadek poparcia. Co innego kiedy zabierają innym, a co innego kiedy zabierają mnie, albo komuś z mojej rodziny.
Podejrzewam, że nasza prawica tego nie ogarnia. Ale zobaczymy jak sobie poradzą te świeżaki z prawdziwą polityką i z prawdziwym rządzeniem. Skończy się dla nich rumakowanie, zacznie się branie odpowiedzialności za podejmowane decyzje.
Xavier Woliński
Niezależna publicystyka wymaga wsparcia społeczności, by mogła pozostać otwarta dla wszystkich i bez paywalli.
Jeśli cenisz moją pracę, dołącz do grona osób, dzięki którym powstaje.